O tym jak zostałam PMem, Część 1

_MG_7652No właśnie! Jak to się stało?…

Fakt, że mam idealne predyspozycje do zawodu Kierownika Projektów odkryli właściwie inni, nie ja sama. To stanowisko brzmiało dla mnie bardzo enigmatycznie. ‚Project Manager… hmmm… na pewno wiąże się z ogromną wiedzą i odpowiedzialnością. Pewnie trzeba być specjalistą w danej branży, znać specyficzne techniki, aplikacje, o których nie mam pojęcia i ta niewiedza mnie dyskwalifikuje.’ – myślałam.

Otóż nic bardziej mylnego. Po prostu nie wiedziałam na czym dokładnie ten zawód polega. Nie zdawałam sobie sprawy z faktu, iż PROJECT MANAGEREM TRZEBA SIĘ URODZIĆ. Kierownikiem Projektu po prostu się jest, podobnie jak przywódcą.

Kiedy to przez komisję rekrutującą na stanowisko Project Managera w mojej ówczesnej firmie przetoczyły się setki aplikantów, często piastujących wysoko postawione w strukturze organizacji stanowiska menadżerskie, a właściwy kandydat nie został wyłoniony, wszyscy zaczęli się zastanawiać nad profilem otwartej pozycji. Nikt z doświadczonych managerów do niej nie pasował? Nikt z działu, w którym miał być prowadzony projekt? Nikt z ugruntowaną pozycją w polskim oddziale firmy? Komisja rekrutacyjna stwierdziła, że nikt. Wszyscy pracownicy firmy otrzymywali regularnie maila, iż proces rekrutacyjny trwa. Toczyły się kolejne rozmowy kwalifikacyjne. Jednak bez zamierzonych efektów. Project Managera nie wyłaniano tygodniami.

Przyznam, że ogłoszenie brzmiało dla mnie bardzo ciekawie. Jednak jako Starszy Analityk Działu, Trener i Mentor nowych pracowników analizujących raporty finansowe spółek giełdowych z całego świata, nie pomyślałabym iż to ja mogę zaspokajać wymagania pracodawcy.

W rekrutacji wzięła udział również moja przełożona. Już na rozmowie kwalifikacyjnej zorientowała się, że ten zawód kompletnie jej nie odpowiada, nie pasuje do jej dość roztrzepanej, dynamicznej osobowości. M. była niesamowicie kreatywną, otwartą osobą, świetnym liderem. Jednak często pracowała w chaosie. Nie przeszkadzał jej bałagan, bo zawsze umiała doskonale się w nim odnaleźć. Pedantyczny porządek doprowadzał ją wręcz do szału, przeszkadzał w twórczym myśleniu, otwartości na innowacyjne rozwiązania. Tworzenie planu i ścisłe trzymanie się go do końca było aspektem, który zniechęcił M. do starania się o posadę Project Managera. Zaraz po rozmowie rekrutacyjnej przyszła do mojego biurka. Zapytała czy widziałam to ogłoszenie i powiedziała, że koniecznie muszę aplikować. Podobnie zrobiła menadżerka analityków, dla których pełniłam rolę niezależnego mentora. A. również nachyliła się nad moim biurkiem mówiąc: ‚Ania, ta praca jest dla Ciebie’.

Ogłoszenie brzmiało poważnie, ale równocześnie fascynująco. Postanowiłam spróbować. Przygotowałam prezentację na zadany temat. Na rozmowie kwalifikacyjnej przyznałam, iż nie miałam do czynienia z aplikacjami wspomagającymi zarządzanie projektami, nie miałam pojęcia o metodykach. Odpowiadając na różne pytania użyłam zdrowego rozsądku, nawiązałam do swoich zawodowych doświadczeń. I wiecie co? Stało się! Już po godzinie otrzymałam telefon z ofertą pracy!

Byłam wniebowzięta! Zostanę Project Managerem! Będę odpowiedzialna za ciekawe przedsięwzięcia! Będę pracować z ludźmi! Wow!

Jednocześnie towarzyszyło mi dziwne uczucie poczucia winy. Ja? Bez doświadczenia? Bez kompetencji? Bez wiedzy merytorycznej na temat projektu?

No cóż, zostałam wybrana. Otrzymałam zieloną kartę od losu. Przede mną nareszcie konkretne wyzwanie!

AHOJ PRZYGODO!

c.d.n., czyli z czym konkretnie wiązała się przygoda i jakie wyciągnęłam z niej wnioski w następnych postach.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: