O tym jak zostałam PMem, Część 2

_MG_7652A więc zostałam PMem. Ekscytujące!

Tylko co ja będę właściwie robić? Tak konkretnie? – myśłalam. Jak to co? Będziesz odpowiedzialna za projekt! Będziesz zarządzać ludźmi w projekcie. Organizować spotkania. – odpowiadałam sobie po chwili namysłu, wciąż tak naprawdę nie wyobrażając sobie tak do końca jak będzie wyglądał mój dzień pracy, jaki wkład dam z siebie w ten projekt, ja Anna Erdmańska z dotychczas zdobytą wiedzą praktyczną na temat raportów spółek giełdowych i budowanych na ich podstawie wskaźników inwestycyjnych.

Swoją pracę zaczęłam od spotkań z moim przełożonym. Był nim przesympatyczny Brytyjczyk, T. T. pracował z biura firmy w Exeter, więc nie mieliśmy okazji porozmawiać osobiście. Nasze rozmowy odbywały się telefonicznie. T. jak najszybciej chciał przekazać mi to co już wie na temat przypisanych mojej osobie dwóch projektów. Pośpiech wynikał z faktu, iż mój szef miał na dniach zostać świeżo upieczonym tatą. W planach miał ponad trzytygodniowy urlop tacierzyński. Bardzo szybko zorientowałam się, że T. nie do końca rozumie co dzieje się w projektach i kto jaką pełni w nich rolę. Działo się tak ze względu na fazę początkową przedsięwzięć. Jeden projekt ruszył kilka miesięcy wcześniej, kolejny miał ruszyć jak najszybciej.
T. opowiadał wiele o R., głównym sponsorze projektu: R. chciałaby abyśmy w projekt koniecznie włączyli tę i tę osobę. R. zwróciła uwagę na tę kwestię. R. mówi, że plan musi powstać jak najszybciej. R. nie może wdzwonić się w telekonferencję, a bez niej spotkanie nie ma sensu… R. nie podoba się takie podejście.

Niestety, nie miałam okazji poznać bezpośrednio R., czy też porozmawiać z nią przez telefon. W ten sposób mogłybyśmy nawiązać relacje. Mogłabym zrozumieć czego konkretnie oczekuje biznes reprezentowany przez R. od moich projektów. Dlaczego pojawiła się potrzeba  tych przedsięwzięć.
Na czas nieobecności mojego szefa to R. prowadziła spotkania. Obie czułyśmy się w takim układzie na swój sposób komfortowo.

Bardzo szybko zorientowałam się, iż mój pierwszy projekt był niezbędną podwaliną dla całego kompleksowego programu, zaplanowanego na ponad trzy lata, niezwykle istotnego w strategii firmy. W projekcie brały udział zespoły z całego świata: z Polski, Wielkiej Brytanii, Indii, Singapuru, Pekinu, Stanów Zjednoczonych. Pojedynczy członkowie zespołu znajdowali się także w Chile, Brazylii, na Cyprze, w Izraelu. Nad projektem miało pracować ponad 120 osób, Większość  z nich trzeba było specjalnie zatrudnić, a potem przeszkolić.

Rozmawiając z kierownikami zespołów z poszczególnych regionów, czy specjalistami zaangażowanymi do projektu, zauważyłam, że nie do końca wiedzą co trzeba zrobić, nie do końca rozumieją swoją rolę w projekcie, a już zupełnie nie rozumieją mojej.

Na telekonferencjach projektowych prowadzonych przez R. uczestniczyło ponad 20 osób z różnych stron świata. Nikt się nie odzywał. Chyba, że wywołany przez R. Często zapadała cisza. Uczestnicy wirtualnego spotkania nie wiedzieli, w którym momencie oczekuje się odpowiedzi od nich. Podobnie nie wiedziałam ja sama jakiego rodzaju aktywności oczekuje ode mnie sponsor.

Jeszcze zanim wrócił mój szef z urlopu, doszłam do następujących wniosków:

1. Mój projekt to kompleksowe przedsięwzięcie, które wymaga zbudowania zespołu na jego czas, zespołu, który do tej pory nie pracował ze sobą w podobnym układzie.

2. W moim projekcie brakuje jasnej wizji, wspólnego celu biznesowego

3. Muszę nawiązać dobre relacje z głównym sponsorem i pomysłodawcą projektu.

4. Role poszczególnych członków w moim projekcie są niejasne i muszą jak najszybciej zostać zdefiniowane.

5. Mojej roli w projekcie do końca nie rozumie nikt. Nawet ja sama (!!!)

6. W ramach projektu odbywa się wiele rozmów nie zrozumiałych dla większości członków zespołu projektowego.

7. W projekcie nie ma konkretnie sprecyzowanego zakresu znanego wszystkim, nie mówiąc już o planie.

Zestaw wniosków spędzający sen z powiek, nieprawdaż? Jedno było pewne: wszystkie powyższe punkty muszę rozpracować JA.

Zaczęłam czytać o zarządzaniu projektami. Trafiałam na różne źródła, mniej lub bardziej wartościowe. Zaczęłam uczęszczać na spotkania na temat project managementu. Rozmawiałam z innymi kierownikami projektów. Pytałam, czytałam, konfrontowałam…. I tak się zaczęło. Zarządzanie Projektami pochłonęło mnie w 100%. Pokochałam to od pierwszego doświadczenia. Co więcej, uświadomiłam sobie, że robiłam to już wcześniej. Tyle, że na mniejszą skalę i nie pod szyldem ‚Project Manager’.

Z czasem, wraz z kolejnymi doświadczeniami projektowymi, kolejnymi przeczytanymi pozycjami, odbytymi konferencjami, zaczęłam czuć potrzebę spisania tego co ja właściwie o zarządzaniu projektami myślę. Czasami odniosę się na blogu do ogólnie znanych idei, do tego o czym mówią, piszą inni specjaliści. Jednak celem tego bloga jest pisanie o Project Managemencie przez pryzmat własnych doświadczeń, udzielanie, rad, wskazówek, zwracanie uwagi na to co moim subiektywnym zdaniem ważne.
Nie będę tu pisać o teoriach innych osób. Ani zdawać relacji ze spotkań. Owszem, czasami podsunę ciekawą pozycję. Skomentuję czyjąś teorię. Ale nic poza tym. Wychodzę z założenia, że do tych innych informacji spokojnie traficie sami:)

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: