Dlaczego czasami tracę wiarę w sens blogowania?

Dzisiaj będzie kilka słów od serca. A co tam, dawno nie było tekstu, który nadaje się do Pamiętnika PMa. Zatem jeśli ciekawi Was co u mnie słychać i co motywuje mnie do pisania tego bloga, zapraszam do lektury. Jeśli nie, to śmiało pomińcie ten wpis.

 FullSizeRender

Założyłam tego bloga już jakiś czas temu (prawie dwa lata!) z potrzeby pisania, chęci dzielenia się wiedzą i z pasji do zarządzania projektami. Sama wcześniej szukałam w Internecie artykułów na temat zarządzania projektami. Nie udało mi się znaleźć jednego idealnego bloga, którego regularnie czytam. Ot, po prostu poczytuję sobie to tu, to tam. Czy wyobrażałam sobie jak będzie wyglądał ten blog? Właściwie tak! Moją wizją była strona, która będzie obrastała w dynamiczne, pełne wiedzy teksty na temat project managementu. Wyobrażałam też sobie dyskusje w komentarzach i trochę hejterów, którzy wsiądą mi na plecy (nie da się uniknąć). A jak to wygląda po dwóch latach? Lista tematów do poruszenia na blogu, którą stworzyłam prawie dwa lata temu wciąż jest długa. Na pewno więcej na niej tematów nie przekreślonych, nie odhaczonych tzw. „ptaszkiem”, a mniej tych opisanych. Ostatnio naszły mnie, więc czarnawe myśli: Dokąd zatem zmierza ten blog? Czy pisanie w ogóle ma sens? Dlaczego nie piszę z częstotliwością jaką bym sobie wymarzyła? Dlaczego tak dużo tematów, które sprawiają, że świecą mi się oczy a policzki oblewają rumieńcem (czytaj: tak bardzo ekscytujących), nie zdołałam jeszcze poruszyć?

No i wyszło, że odpowiedzi jest kilka.

Po pierwsze: Tak, pisanie tego bloga ma sens. Odpowiedziałam sobie na to pytanie już jakiś czas temu. Nawet wspomniałam o tym tutaj. Tym razem nie dywagowałam zatem nad nim zbyt długo i nie zamierzam też robić tego tutaj.

———————————————

Dokąd zmierza ten blog?

A kto to wie 😉 Piszę, bo lubię i niech tak zostanie 🙂 Przy okazji pozdrawiam wszystkich, którzy już zdążyli uknuć teorie spiskowe kryjące się za tą stroną i próbowali pewnego razu nieźle mi zaszkodzić.

A tak na serio, to blog ten miał zapełnić pewną lukę, którą kiedyś zauważyłam. Miał stać się rzetelnym źródłem wiedzy o project managemencie, jakiego brakowało mi w Internecie. Po czasie jednak stwierdzam, że zarządzanie projektami jest tak obszerne, a my wszyscy mamy tak różne doświadczenia, że nie da się stworzyć jednego wszechogarniającego źródła, bynajmniej nie jest to zadanie wykonalne dla jednej osoby. I tu moja pierwotna wizja bloga upadła (czytaj: pojawiła się pierwsza przesłanka do zwątpienia w sens blogowania). Oficjalnie zwalniam, więc siebie z obowiązku stworzenia pigułki wiedzy na temat zarządzania projektami i z przyjemnością zaczynam pisać artykuły, na które najdzie mnie ochota 😉 Tak, dobrze zrozumieliście: będę pisać o czymkolwiek i kiedykolwiek, bo przede wszystkim ma być przyjemnie… i… rozwojowo 🙂

Co z burzliwymi dyskusjami w komentarzach?

No właśnie, co z nimi?! Ubolewam nad ich brakiem. Tym bardziej, że całkiem ciekawa wymiana zdań odbywa się za kulisami, mailowo. Średnio w trzech, czterech mailach na tydzień dostaje ciekawe pytania, czy komentarze. Uważam, że z moją niską częstotliwością publikowania artykułów w minionym roku trzy, cztery maile od czytelników tygodniowo to całkiem niezły wynik:) Ale odpowiedzi na główne pytanie możecie udzielić tylko Wy: Co sprawia, że wolicie napisać maila niż skomentować artykuł?

Dlaczego nie piszę z częstotliwością jaką bym sobie wymarzyła?

I tutaj się rozpiszę, bo wydaje mi się, że jest o czym.

Rodzina: Niespełna rok temu w moim życiu zaszła poważna zmiana priorytetów. Przyszła na świat moja córcia – zresztą wspomniałam o tym na blogu tutaj. A więc jakiś czas przed tym wydarzeniem trzeba było mocno skupić się na zawodowych projektach (pozamykać co się da, póki jeszcze było można). No a potem zaczęły się krótkie, intensywne, a jakże radosne przygotowania. Zaraz po nich naturalnie wkroczyłam w tzw. „czas pieluch”, prawdziwie spowolnienie, sielankowe cieszenie się z każdego dnia, rodzinne spędzanie czasu, wspólne podróżowanie, które szczęśliwie trwa do dzisiaj.

Doktorat: Czas ten urozmaicam pracą nad doktoratem. Niestety, latem zeszłego roku w Gdańsku odszedł Mój Profesor, opiekun mojej pracy doktorskiej, a więc w związku z tą wielką stratą nadszedł czas zmian i w tym temacie. Postanowiłam porzucić tematykę zarządzania finansami na korzyść zarządzania projektami. Jakiś czas temu nawiązałam współpracę z Profesorem Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie. No i ruszyłam z pracą naukową tak jakby od nowa, ale ze zdwojoną siłą. W zarządzaniu projektami czuję się jak ryba w wodzie, więc jest to czas jak najbardziej przyjemny.

Strefa PMa: Długo przed narodzinami dziecka zaczęłam prowadzić Strefę PMa na Facebooku. Tym, którzy jeszcze o niej nie słyszeli pozwolę sobie w dalszych zdaniach przytoczyć swoją wypowiedź z wywiadu dla Alternativva – Inspiring Sunday (wywiad znajdziecie tutaj). Strefa PMa to platforma informacyjna, której misją jest inspirować osoby interesujące się project managementem. Piszemy o wydarzeniach dotyczących zarządzania projektami, rozpowszechniamy ciekawe artykuły, blogi, motywujemy do pracy i rozwoju w zakresie project managementu. Na stronie nie brakuje też dawki humoru. Platforma zrzesza ludzi o podobnych zainteresowaniach, problemach i wyzwaniach codziennego dnia. Służy też wymianie opinii między doświadczonymi kierownikami projektów. Za Strefą PMa kryje się głębszy pomysł i początkowo strona na Facebooku miała posłużyć jedynie jako prototyp znacząco większej inicjatywy. Tymczasem w ciągu ostatniego roku, przyciągając ponad 2,5 tys. fanów, Strefa PMa stała się ulubioną stroną przyszłych i obecnych project managerów oraz pasjonatów zarządzania projektami. Uwielbiam prowadzić tę stronę. Dzięki niej jestem na bieżąco. Jest to namiastka kontaktu z ludźmi z branży, jaki wcześniej dawała mi działalność w PMI.

Sport: Dodatkowo musi być coś dla ciała i ducha, czyli mój ukochany sport. Tak, wpiszę go tutaj, ponieważ to coś, co zabiera mi kilka dobrych godzin w tygodniu, jednocześnie będąc czymś, bez czego myśleć… żyć nie mogę. A więc ćwiczenia, przynajmniej trzy razy w tygodniu, plus obowiązkowo basen. Powoli zbieram się by wrócić do mojego kochanego biegania, na razie nie potrafię się zsynchronizować z zegarem biologicznym mojej córci. Mam nadzieję, że z nadchodzącą wiosną wczesne poranki staną się mniej katorżnicze i moje bieganie zagości w naszym porannym schemacie dnia.

Blog: No i do tego wszystkiego dodajmy blog. Czy muszę coś dodawać? Jakby nie patrzeć zostaje niewiele czasu…

Ale co by się nie działo, od teraz za punkt honoru stawiam sobie dwa wpisy w miesiącu. Najwyżej nie wszystkie będą tak doskonałe jak je sobie wyobrażam. Dołożę jednak wszelkich starań abyście tego nie odczuli.

Co z zaległymi tematami?

Mam w głowie tyle ciekawych artykułów! Tyle tematów, które trapią nie jednego PMa i nie jednemu przedsiębiorcy, czy menadżerowi spędzają sen z powiek. Dosłownie iskierki zapalają się w oczach na samą myśl o pisaniu. …A jednak pisałam dotąd często o czymś innym… Dlaczego? Po pierwsze często tematy wydają się zbyt długie, by je zgłębić w jednym artykule, czy też jednego wieczoru. Ponadto, nierzadko nachodzą mnie myśli, że „o tym pewnie już nie jeden pisał”,” to już było”, „to jest oczywiste”, „a to oklepane”, więc nie ma sensu się wymądrzać. A potem zajmuję się projektem biznesowym i włosy dęba stają ze zdziwienia, że jednak nie wszyscy znają te, jak mi się wydawało, „prawdy objawione”.

Jest jeszcze jedna przyczyna, do której ciężko mi się przyznać. Ale jednak, co mi tam, przyznam się przed Wami. Nierzadko towarzyszy mi myśl, że nie ma co się wymądrzać. Ba, nierzadko przygotowuję materiał na szkolenie i myślę: „kurcze w tym moim projekcie chyba właśnie to nie działało”. I wtedy przychodzi uczucie wielkiej pokory. Podobnie jest gdy czytam artykuły innych, znajomych z branży. Czytam i myślę sobie, że niewiele ma treść wspólnego z rzeczywistością jaką ja poznałam. I w jednym momencie rady doświadczonego, ale jak się okazuje, nie praktykującego ich autora tracą na autentyczności.

Czy jest więc sens je wdrażać? Tak, jak najbardziej! Mnie samej ciężko się z tym pogodzić, jednak wiem, że muszę zmienić to myślenie. Dlaczego? Dlatego, że nie ma ludzi idealnych. Wszyscy popełniamy jakieś błędy a projekty – za każdym razem nowe wyzwania – to prawdziwy poligon mierzenia się ze swoimi błędami.

Jakie wyciągam więc wnioski? Warto pisać, ale szczerze i bez naciągania. A długie tematy dzielić na mniejsze, równie ciekawe kawałki. Co więcej, pisząc, robię swój własny rachunek sumienia z zarządzania projektami. Takie lessons learned po dłuższym czasie. To jest dopiero prawdziwe „learning by doing” z mocnymi podstawami wdrażania zmian na lepsze.

A teraz pozostaje tylko działać i zmieniać rzeczywistość 🙂

PS. Jeśli myślicie, że niepotrzebnie straciłam sporo czasu na uzewnętrznianie się poprzez powyższe bohomazy, to się mylicie. Artykuł zmotywował mnie do dalszego pisania i mam już gotowy dla Was kolejny wpis. Tak, wreszcie będzie na temat PMP 😉

Jak zdobyć doświadczenie w zarządzaniu projektami? A przy tym również: nietuzinkowych przyjaciół, ciekawe znajomości oraz to wspaniałe uczucie, że się zrobiło coś dobrego dla tego świata?

Jakiś czas temu (sprawdziłam kiedy – prawie dwa lata temu!!!) pisałam o inicjatywie English Camp organizowanej przez Project Management Institute Gdańsk Branch. Artykuł znajdziecie tutaj. Nadal nie mam wątpliwości, że warto udzielać się w takich akcjach i z łezką w oku wspominam tamte czasy. Jeszcze cieplej robi się na mym sercu gdy wiem, że ta inicjatywa trwa, rozwija się, przyciąga coraz to nowych ludzi, odkrywa nowe talenty z zarządzania projektami, no a przede wszystkim pomaga kolejnym dzieciom z trójmiejskich domów dziecka i rodzin zastępczych.

Dzisiaj będzie o kolejnej edycji obozu – English Winter Camp 2015. To już 6. raz dzieci pojadą na nieziemskie ferie zimowe, podreperują angielski, posmakują nowych sportów, poznają zupełnie inny kawałek świata. Co więcej, organizacja obozu ewoluowała do tego stopnia, że jest on teraz zarządzany przy pomocy technik Agile, a dokładnie Scrum! Jestem zachwycona! Ale tyle ode mnie. Dzisiejszy artykuł to gościnny wpis Katarzyny Biernatowskiej, która jest członkiem zespołu projektowego tegorocznej zimowej edycji obozu.

Serdecznie zapraszam 🙂

2

Agile i Scrum w nietypowej odsłonie

Wszystko zaczęło się wiosną 2004 roku. Grupa entuzjastów zarządzania projektami zrzeszona
w ramach gdańskiego oddziału Project Management Institute (PMI) spotkała się i postanowiła wykorzystać swoją wiedzę i swoje doświadczenie w sposób niecodzienny. Tak zaczął się English Camp.

Specyfiką projektów społecznych, a takim niewątpliwie jest English Camp, jest ich zmienny charakter. Z tego powodu w trakcie organizacji tego typu przedsięwzięcia niezbędna jest otwartość na zmianę i gotowość do niej. Nieustanna konieczność dostosowywania się do przeobrażającego się środowiska wymaga stosowania takich metod i narzędzi zarządzania projektem, które pozwalają sprawnie reagować na zmianę. Takie możliwości daje Agile i metodyka Scrum.

Scrum to iteracyjna i przyrostowa metodyka prowadzenia projektów, zaliczana do metodyk zwinnych, zgodnych z manifestem Agile.

Czym objawia się jej iteracyjny charakter? Praca zespołu jest organizowana w podziale na pewne przedziały czasowe nazywane sprintami. Po każdej iteracji organizowane jest spotkanie, na którym zespół omawia to, co zostało zrobione i to, co ma być zrobione w kolejnym sprincie. Tego typu spotkania mają na celu podniesienie motywacji członków zespołu, ułatwienie im zrozumienia projektu oraz poznania etapu, w którym znajduje się projekt. Regularne omawianie bieżącej pracy daje możliwość szybkiego i sprawnego reagowania na zmianę i pojawiające się problemy.

Przyrostowość Scruma polega natomiast na realizowaniu projektu etapami. Cały projekt podzielony jest na zadania, a główne cele na podcele. Taki system działania i organizowania pracy ułatwia zarządzanie projektem, monitorowanie efektów pracy zespołu oraz, podobnie jak podział na iteracje, pomaga na bieżąco dostosowywać działania do zmieniających się wymagań projektu. Przyrostowy charakter pracy pozwala skuteczniej zarządzać ryzykiem, którym niewątpliwie obarczony jest każdy projekt. Taki sposób organizacji projektu sprzyja również podtrzymywaniu motywacji, ponieważ zwiększona jest częstotliwość sukcesów.

Dla metodyki Scrum typowe są również role, jakie pełnią poszczególne osoby w projekcie. Na czele przedsięwzięcia stoi Project Manager. Jego głównymi zadaniami jest zaplanowanie projektu, nadzór nad jego realizacją oraz zakończenie go. Kolejną rolą w projekcie jest Product Owner, czyli osoba reprezentująca zleceniodawcę. To właśnie ta osoba wyznacza główne zadania, nad którymi pracować ma zespół. Trzecią istotną rolą jest Scrum Master, którego zadaniem jest zapewnienie zespołowi najlepszych z możliwych warunków pracy. To właśnie ta osoba dostarcza niezbędnych zasobów, usuwa przeszkody i stara się rozwiązywać problemy. Ostatnią częścią projektu jest zespół, którego członkowie realizują zadania dostarczone przez Product Ownera. Jasny i wszystkim znany podział ról minimalizuje ryzyko niedoinformowania oraz konfliktów między osobami zaangażowanymi w projekt, a także wpływa pozytywnie na motywację członków zespołu.

Z tych i wielu innych powodów, których nie sposób wymienić, w trakcie organizacji English Camp wykorzystywane są elementy Agile oraz metodyki Scrum. Cały projekt rozpoczyna się warsztatem prowadzonym przez opiekuna merytorycznego projektu. W trakcie szkolenia wolontariusze poznają podstawy zarządzania projektami oraz dowiadują się w jaki sposób będzie prowadzony English Camp. Tego dnia przestawiane są również osoby pełniące poszczególne role w projekcie oraz omawiane są ich zadania i obowiązki. W trakcie prawie półrocznego projektu wolontariusze pracują w podziale na pięć zespołów, w którym znajduje się zarówno Product Owner, jak i Scrum Master. Osoby te dokładają wszelkich starań, aby pełnić swoje role w taki sposób, jak uczy nas teoria. Podział na zespołu powstał w naturalny sposób, poprzez stworzenie WBS (ang. Work Breakdown Structure, czyli Struktura Podziału Pracy), co jest również charakterystyczne dla metodyk zarządzania projektami.

Wprowadzenie do projektu English Camp elementów Agile i Scrum ma na celu nie tylko polepszenie pracy zespołu wolontariuszy, ale również zapoznanie ich i przybliżenie im idei zarządzania projektami. Wielu z członków zespołów English Camp właśnie w trakcie organizacji tej inicjatywy rozpoczyna swoją karierę w zarządzaniu projektami. Wsparcie i patronat merytoryczny PMI gwarantuje również wymianę myśli i doświadczeń, co przybiera charakter pewnego rodzaju mentoringu.

3

Krótko o projekcie i organizatorze

English Camp to charytatywny program edukacyjno-wychowawczy, organizowany dwa razy w roku. Głównym celem programu jest umożliwienie dzieciom wychowującym się w domach dziecka, rodzinach zastępczych oraz w rodzinach o niskim statusie materialnym uczestnictwa w kursach języka angielskiego. Oprócz tego, obozowicze uczestniczą również w zajęciach wprowadzających do zarządzania projektami, których celem jest wykształcenie umiejętności planowania i dzielenia zadań, współpracy zespołowej oraz determinacji w dążeniu do celu. Przez cały czas trwania obozu, dzieci przygotowują własny projekt. W poprzednich latach były to m.in. pokaz mody oraz budowa robotów, które wzięły udział w specjalnym wyścigu. Dodatkowo, uczestnicy biorą udział w zajęciach artystycznych, sportowych i innych – przygotowanych przez wolontariuszy.

Organizatorem inicjatywy jest gdański oddział Project Management Institute. PMI to wiodąca międzynarodowa organizacja non-profit, zrzeszająca ekspertów i entuzjastów zarządzania projektami. Opracowuje standardy zarządzania projektami, wydaje międzynarodowe certyfikaty kompetencyjne (m.in. PMP), promuje zwiększanie rozpoznawalności Zarządzania Projektami i roli Kierownika Projektów we wszystkich sektorach gospodarki. PMI istnieje od 1969 roku zrzeszając ponad 450 000 członków w 86 krajach. Więcej na www.pmi.org.pl.

Więcej o całym projekcie na:

http://english-camp.pl/ oraz https://www.facebook.com/EnglishSummerWinterCamp

Kontakt

Katarzyna Biernatowska

katarzyna.biernatowska@pmi.org.pl

Zarządzasz międzynarodowymi projektami? Tej pozycji nie możesz pominąć!

Tak, dobrze zauważyliście: nie będzie podsumowania roku, ani tekstu na temat postanowień noworocznych. Jest coś, co może Wam się przydać, więc „kujemy żelazo póki gorące”.

Właśnie skończyłam lekturę Jeana Bindera pt. Global Project Management. Communication, Collaboration and Management Across Borders i postanowiłam od razu podzielić się swoimi wrażeniami. Otóż jest to pozycja, której kierownik projektów w międzynarodowej korporacji po prostu nie może pominąć. Jean Binder przedstawia w niej zbiór zasad zarządzania projektami globalnymi (ang. framework). Autor książki nie skupia się na definicjach, czy technikach project managementu. Te uznaje za znane, opisane w PMBoKu, czy podręczniku do PRINCE2. Autor opisuje wszystkie DODATKOWE aspekty, z którymi kierownicy projektów spotykają się zarządzając projektami globalnymi.

jean binder

Nie trudno więc się domyśleć, że główny nacisk położony został na: zarządzanie zespołem, komunikację, struktury organizacyjne oraz narzędzia i techniki stosowane w projektach międzynarodowych. Wiele napisano też o różnicach kulturowych (przedstawiono badania Hofstede i Trompenaars’a).

Pozycja nie jest nowością, ma już swoje lata. Została wydana w 2007 roku i w roku następnym otrzymała tytuł najlepszej książki z zarządzania projektami nadany przez Project Management Institute. Jednak ja trafiłam na nią dopiero teraz, przygotowując się do doktoratu. Pewnie stało się tak dlatego, że nie jest dostępna w Polsce i przyznam, tym razem musiałam się o nią mocno postarać.

Czytając tę książkę zauważyłam jak ogromne mam szczęście. Właściwie od początku swojej kariery PMa pracuję nad międzynarodowymi projektami, a więc od początku „PMuję” z wysoką poprzeczką. Na szczęście swoje pierwsze projekty prowadziłam w organizacji wprost świetnie działającej w środowisku globalnym. Ba! Stwierdzam z dumą i radością, że mój pierwszy pracodawca miał w pełni wdrożony i hulający wprost proces zarządzania projektami globalnymi. Telefony na IP, telekonferencje, wideokonferencje, SharePointy, huby, komunikatory… pod koniec nawet telepresence! Tak, narzędzi mieliśmy mnóstwo i praktycznie każdy wiedział jak się nimi posługiwać. Po prostu, praca z kolegami po drugiej stronie półkuli była na porządku dziennym. Ta książka niesamowicie mi to uświadomiła.

Moje kolejne wrażenie na gorąco to: jaka szkoda, że nie wiedziałam o istnieniu tej książki gdy zostałam PMem! Praca przy pierwszych projektach byłaby o wiele prostsza… A ile stresów by odeszło… Tak bardzo brakowało mi jednego rzetelnego źródła, podręcznika, który nauczy mnie jak zarządzać projektem w wirtualnej rzeczywistości.

Dlatego polecam tę książkę gorąco!

Jest szczególnie przydatna również organizacjom, które planują uporządkować swój system współpracy wewnętrznej na poziomie globalnym. Zawiera wskazówki co do wdrażania zaproponowanego zbioru zasad.

Inspirefulness

Because sharing is caring

Lean Agile Organization Tesis

Just another WordPress.com site

A Girl's Guide to Project Management

Project Management musings for one and all