Aktualności

Konkurs dla każdego!

konkurs

Kto śledzi tego bloga, ten wie, że w swoim podejściu do zarządzania projektami stosuję elementy zwinności. Nie jedna osoba już się nasłuchała o jednej z transformacji globalnych, które przeprowadzałam, a której nie dało się tak naprawdę poprowadzić inaczej, niż etapowo, w iteracjach. Już czas by na blogu powstała oddzielna zakładka, pod którą chciałabym umieszczać posty dotykające zwinności, opisujące narzędzia, które świetnie sprawdzą się na co dzień w zarządzaniu projektami, ale i ogólnie w zarządzaniu.

No i teraz zostaje kwestia pomysłu na nazwę tej zakładki. Myślałam o takich nazwach:

  • Agileorium
  • Agile
  • Zwinne inspiracje
  • Zwinność
  • Zwinnie mi
  • Agile-owo
  • Agile-ownik

Dla doprecyzowania wymagań (takie małe spaczenie zawodowe;) ):

Pod tą zakładką mają kryć się teksty, które będą:

  • prezentowały narzędzia, myślenie stosowane w świecie agile, które można zastosować w zarządzaniu (nie tylko projektami),
  • pomagały tradycyjnym kierownikom projektów odnaleźć się w świecie zwinności.

Szukamy nazwy chwytliwej, możliwie sympatycznej, jednocześnie mówiącej co się pod nią kryje.

Nazwa może maksymalnie składać się z trzech wyrazów.

Dla pewności: nazwa będzie widniała w pasku na równi z: Aktualności, Sztuka Zarządzania Projektami, Pamiętnik PMa, Wydarzenia.

W konkursie wezmą udział tylko komentarze pod tym postem na blogu (nie na facebooku). Co jest do wygrania?

Jedna z pozycji książkowych, które posiadam w dwóch wersjach: Doktryna jakości. Rzecz o turkusowej samoorganizacji Andrzeja Blikle. Solidna piguła wiedzy. Chętnie oddam w dobre ręce, a raczej oczy;)

Doktryna

To co? Macie jakieś propozycje? 🙂

Jeśli nic nie przypłynie, stawiam na agilownik. Zakładam, że macie coś lepszego 🙂

Konkurs trwa do wtorku, 17 października. Do końca dnia. Szczęśliwy zwycięzca zostanie ogłoszony 18 października w komentarzach do tego posta.

Anna Jaszczołt

Reklamy

Dlaczego szkolenia z zarządzania projektami (i nie tylko) nie działają?

Anna Jaszczolt
 

W jednej z podróży z Krakowa do Warszawy poznałam profesora nauk ścisłych. Profesor miał niesamowitą wiedzę. Jest zapraszany na konferencje na całym świecie. W latach 70. zaprojektował i wyprodukował sprzęt, który do dzisiaj sprzedaje w swojej firmie. Wracał z obrony czyjegoś doktoratu, gdzie zasiadał w komisji.

Moim planem na tę podróż było skanowanie ankiet z warsztatu i wprowadzanie ocen uczestników do swojej bazy. Cieszyłam się na te trzy godziny zatopienia się w pracy. Na początku słuchałam Pana delikatnie podenerwowana, z laptopem wciąż otwartym na kolanach, trochę zmęczona z lekko bolącym gardłem po dwóch dniach prowadzenia intensywnych warsztatów.

Zaczęło się od „dokąd Pani jedzie” a skończyło na wymianie swoich życiowych historii. rozmowie o wartościach, sensie życia. Rozmawialiśmy o postępującej technologii, o tym jak nasze życie może wyglądać za 10 lat.

Pan uprzejmie zapytał czy chcę pracować, czy mi przeszkadza… Wciągnął mnie w rozmowę tak bardzo, że odłożyłam wszystko na bok i wspólnie z nim wybrałam się na wędrówkę wyobraźni po tym co może się stać za 10 lat, jak może zmienić się nasz świat, jak rozwój technologii wpływa na nasze postrzeganie świata i nasze codzienne życie. Rozmawialiśmy o wartościach, celach, o sensie życia. Ta rozmowa niesamowicie mnie wzbogaciła, o wiedzę z fizyki, o wiedzę życiową, o inną perspektywę, inne postrzeganie świata.

Warto otworzyć się na drugiego człowieka.

To również uświadomiło mi dlaczego właśnie programy rozwojowe są wartościowe, a nie szkolenia „z pudełka”.

W swoich pierwszych latach działalności jako trener poprowadziłam wiele szkoleń „z pudełka”. Przeszkoliłam w ten sposób ponad 500 osób. Pod koniec każdego warsztatu niejednokrotnie odbywał się „galop przez slajdy”. Bo było ich prawie 200 zaplanowanych na dwudniowy warsztat.

Tak bardzo chciałam wysłuchać uczestników, ich doświadczeń i pomysłów, tak mało było na to czasu.

Dzisiaj wiem, że nie chcę prowadzić szkoleń, z których wychodzą zadowoleni uczestnicy, ba szczęśliwi i wdzięczni za wartościowy czas przybijają ze mną przysłowiową „piątkę”, a potem wracają do biurek i robią dokładnie to samo, co przed szkoleniem. Bo zmieniło się ich myślenie, ale ich otoczenie: zespół, szef, sponsor, klient nadal myśli tak samo.

Dlatego od jakiegoś czasu prowadzę programy rozwojowe, w których skupiam się na uczestnikach. To Wy jesteście źródłem wiedzy na temat tego jak prowadzi się projekty w Waszej organizacji, kogo należy zaangażować w Wasz program, która zmiana jest najbardziej pilna do wprowadzenia. Ja pozostaję w roli inspiratora, źródła wiedzy na temat dobrych praktyk, strażnika wdrażania tego, co wspólnie wypracowaliśmy. Moderuję, naprowadzam i sama uczę się z Wami każdego dnia. W takich działaniach widzę sens, takie działania motywują mnie do podejmowania się kolejnych programów dla kolejnych firm.

Warto otworzyć się na wiedzę, która jest dookoła nas.

Nie bójmy się tego.

Anna Jaszczołt

PMP® – nie tylko dla kierowników projektów w NASA

Jest i on! Kolejny przedłużony certyfikat PMP®. Pierwszy z nowym nazwiskiem. To już 6 lat odkąd stałam się jego szczęśliwą posiadaczką. Kosztował mnie wiele wysiłku. Do tego stopnia, że wracając z Warszawy płakałam w pociągu ze zmęczenia i ulgi. No ale tak to bywa gdy przygotowujemy się do niego w dwa tygodnie (wieczorami), w tym ostatnie 48 godzin na okrągło, bez snu. Nikomu nie polecam!

Kiedy stosować PMBoKa?

 

Egzamin zdałam, zgodnie z zasadą 3Z – szybko zapomniałam. PMBoKa zrozumiałam w ciągu kolejnych lat praktyki. A już totalne obłaskawienie wiedzą i rozumieniem nastąpiło gdy zaczęłam prowadzić szkolenia przygotowujące do egzaminu PMP®. Jak mawiał Einstein: Jeżeli nie potrafisz czegoś prosto wyjaśnić – to znaczy, że niewystarczająco to rozumiesz. Trzeba było sprostać zadaniu.

Szkoda, że nadal spotykam wiele osób, które twierdzą, że standardy opisane w PMBoKu nadają się do projektów powadzonych w NASA. Tak ich nauczono na szkoleniach. Tymczasem PMBoK to takie wdzięczny, elastyczny zapis.  Nie róbcie mu krzywdy, drodzy trenerzy!

PMBoK to zbiór dobrych praktyk, narzędzi, spośród których możesz wybrać te, pasujące do Twojego projektu.

Anna Jaszczołt, PMP

Nie musisz stosować analizy Monte Carlo jeśli wdrażasz kolejnego ERPa. Niekoniecznie przyda Ci się znajomość Six Sigmy gdy zarządzasz projektem zmiany organizacyjnej. Nie musisz rzeźbić oficjalnego planu komunikacji gdy w Twoim zespole pracuje kilka osób. Ani tworzyć analizy jakościowej ryzyk, gdy zidentyfikowałeś ich 5, bo Twój projekt nie jest skomplikowany itd… itd… itd…

Aurea mediocritas kochani, jak mawiał klasyk Horacy.

A jakie są Wasze doświadczenia ze stosowania standardów zapisanych w PMBoKu? Zapraszam do dyskusji w komentarzach. Ciekawam ja, co stosujecie, a przed czym się wzbraniacie.

Anna Jaszczołt

PS. Przy okazji przypominam swój wpis o tym jak przedłużyć certyfikat PMP. Przeczytacie tutaj.

 

7 sekretów skutecznego Kierownika Projektu

7 sekretów

Ten moment – kiedy chcesz koniecznie rozwiązać temat, a nie da się od razu. Więc robisz cokolwiek, np. odpisujesz na maila. Piszesz o tym co wiesz na dzień dzisiejszy. Nie wnosisz wiele, ale przecież jakoś zareagować musisz by sprawić wrażenie, że masz wszystko pod kontrolą. Pchasz taczkę, ale pustą.

Miałam kiedyś takiego kolegę w pracy, nazwę go Rakietą. Rakieta działał ekspresowo, potrafił lecieć w tempie błyskawicznym prosto do celu. Rozwiązywał problemy tu i teraz, aż ludzie z którymi pracował byli do pewnego stopnia przerażeni tempem i konkretami jakie im serwował.

Sama czasem łapię się na pokusie tego popularnego myślenia:

– Nie zadzwonię o 9 rano, dam człowiekowi chwilę na rozruch;

– Nie będę od razu naciskała na działania, poczekam aż zespół się przyzwyczai do nowiny i potem zadziałamy;

– Podejmę decyzję jutro, może dzisiaj jeszcze coś się wydarzy.

Nie mylcie tego z prokrastynacją. Tutaj chodzi o reagowanie, ale totalnie nieskuteczne. Zabieranie się za coś, po to by się zabrać, niekoniecznie z jakimś wymiernym efektem. To tak jak wpisać na listę rzeczy do zrobienia coś, co tak naprawdę możemy załatwić od razu:

– zadzwonić do urzędu,

– wypełnić wniosek,

– przeczytać umowę,

– porozmawiać z szefem,

– ustalić coś z zespołem.

Tak, jestem za planowaniem dnia i niepozwalaniem na to by tzw. bieżączka rozbiła mi dzień pracy. Wszystko w rozsądnych proporcjach.

Tymczasem często wkrada się myślenie w stylu: nie mogę zrobić czegoś teraz, więc wpiszę to na swoją listę rzeczy do zrobienia. W mojej głowie powstaje niebezpieczne przekonanie, że coś już z tym problemem zrobiłam – wpisałam go na listę by się nim zająć (sic!). Najzabawniejsze jest to, że zanim zabiorę się za tę listę niejednokrotnie problem jest nieaktualny. Jeśli rozwiązał się sam – fantastycznie! Gorzej gdy ktoś go rozwiązał za mnie…

W projektach często chowamy się za mailami, prezentacjami, raportami, spotkaniami i tabelkami. Komunikujemy co wiemy i rozkładamy ręce w bezsilności:

– Podejmiemy tę decyzję, gdy Pan x wróci z wakacji.

– Zajmiemy się tym problemem gdy będziemy w pełnym składzie.

– Zrobimy budżet projektowy gdy będziemy znać pełen zakres itd.

Tymczasem sekretem skutecznych Project Managerów, których podziwiają moi klienci jest bycie MISTRZEM DZIAŁANIA, REAGOWANIE NATYCHMIAST. Dobry Kierownik Projektu stoi po stronie rozwiązania i działania. Każdy problem próbuje od razu rozwiązać, nie odkładając go na bliżej nieokreślone „później”. Zamiast: pisania maila, ustawiania spotkania na piątek, wysyłania raportu pt. „to co wiem na dziś”, często wystarczy po prostu zadzwonić i porozmawiać z kilkoma osobami i sprawa załatwiona.

Są takie kultury organizacyjne (sama w takiej pracowałam), w których pracownicy przytłoczeni nadmiarem spotkań i maili nie mają czasu odbierać telefonów, odbywać spotkań ad hoc i na bieżąco wypracowywać rozwiązań pojawiających się problemów. W ciągu dnia biegają ze spotkania na spotkanie, odpisują na maile, a na biurku leży lista z zadaniami do wykonania, która rozrasta się z godziny na godzinę. Na koniec dnia zostają z tą listą i poczuciem „dzisiejsza praca dopiero przede mną”.

Tkwimy w planie spotkań, który powstał tydzień, dwa tygodnie temu, tymczasem rzeczywistość zgotowała nam zupełnie inne wyzwania od tych wczorajszych (nie mówiąc o tych z zeszłego tygodnia). Ile razy zorganizowałeś spotkanie, którego temat po tygodniu okazał się nieaktualny w dniu spotkania?

Pocieszę Was, mój kolega, Rakieta właśnie w takim otoczeniu działał i nie przeszkadzało mu działać po swojemu. Nie czekał na odpowiedź na maila dniami, nie czekał na miejsce w kalendarzu na ważne spotkanie decyzyjne. Po prostu działał, organizował, załatwiał. Nie spotkałam nigdy później kogoś bardziej skutecznego niż on. Jego podejście baaaaardzo dużo mnie nauczyło. Miało też wady – wiele osób nie chciało z nim pracować. Bali się, że naprawdę będą musieli zrobić to, co trzeba. Kochali go szefowie. Z różnych przyczyn (również tu nie wspomnianych) nienawidziły go zespoły.

Jakie płyną z tego wnioski?

  1. W swych działaniach postaw na bezpośredni kontakt.
  2. Konfrontuj problem od razu.
  3. Myśl rozwiązaniem, nie problemem.
  4. Nie chowaj się za raportem, tabelką, prezentacją, kolejnym spotkaniem, nieobecnością jednej osoby w biurze, czy na spotkaniu.
  5. To że w Twojej firmie panuje pewna kultura pracy, nie oznacza, że musisz działać tak jak wszyscy*.
  6. Analizując problem, zastanów się co możesz zrobić by rozwiązać go już dziś.
  7. Zanim wyślesz maila albo zorganizujesz spotkanie – przemyśl to dwa razy.

Gdy zaczniesz postępować w ten sposób, inni bardzo szybko zarażą się Twoim zachowaniem. Zdziwisz się jak szybko ludzie zaczną być skuteczni. Polecam wypróbować jeszcze dziś, przy pierwszym napotkanym problemie.

                                                                                                               Anna Jaszczołt

 

*Dotknęłam tu głębszego tematu, jakim jest kultura organizacyjna, w której pracujemy. Uważam, że nie zawsze powinniśmy tkwić w otoczeniu, które nam nie odpowiada mając nadzieję, że zmienimy świat. „Zmiana zaczyna się od Ciebie” – tak, w rozsądnych okolicznościach. O tym w oddzielnym wpisie.

PS. Dołączam ściągę w zweryfikowanej postaci syntetycznej:

5 zasad skutecznego Kierownika Projektu-5

MoSCoW – czyli jak nadać znaczenie wymaganiom w projekcie.

MoSCoW to metoda priorytetyzowania zakresu projektu, którą poznałam stosunkowo niedawno – jakieś dwa, trzy lata temu – i od razu pożałowałam, że nie znałam jej wcześniej. Odkąd zaczęłam stosować MoSCoW życie moje i klientów mych stało się relatywnie o parę ciężkich westchnień lżejsze.

MoSCoW

MoSCoW to narzędzie pierwotnie stosowane przy priorytetyzacji wymagań do oprogramowania. Swoje korzenie ma w metodyce DSDM (Dynamic Software Development Method). To jedna z pierwszych (jeśli nie pierwsza) metod Agile. Powstała w 1994 roku kiedy to jeszcze iteracyjne podejście do wytwarzania produktu brzmiało jak pomysł polecenia klientowi by wykąpał się zimą w przeręblu w Wiśle, a sama nazwa Agile po prostu nie istniała. Ale o tej metodyce bardzo chętnie, innym razem 😉 Skupmy się na narzędziu.

MoSCoW daje nam przepis na posortowanie wymagań projektu odpowiednio co do istotności.

Kategorie istotności wymagania

MUST haves (muszą być) – zbiór wymagań inaczej nazywany Minimum Usable SubseT. Mówimy zatem o wymaganiach, bez których projekt nie ma sensu. W przypadku oprogramowania będą to funkcjonalności bez których nowa aplikacja nie ma szans zaistnieć, a bynajmniej nie może spełnić swojej podstawowej użyteczności. Dla przykładu, w projekcie bankowości mobilnej byłaby to możliwość logowania na konto przez klienta.

SHOULD haves (powinny być) – zbiór wymagań, które nie są krytyczne dla projektu, jednak są istotne, wartościowe z punktu widzenia użytkownika. Na przykład, w naszym projekcie bankowości mobilnej mogłaby to być możliwość zapisywania odbiorców. Bez tej funkcji nadal mogę robić przelewy z każdego urządzenia na całym świecie. Jednak opcja tworzenia listy odbiorców to standard, którego oczekuje każdy użytkownik.

COULD haves (mogłyby być) – zbiór wymagań, które są mile widziane i mogłyby zostać zapewnione bez większego wysiłku, czy kosztu. Jeśli pojawi się zagrożenie nie skończenia projektu na czas, te wymagania jako pierwsze nie zostaną zrealizowane. W przypadku naszego przykładu bankowości mobilnej mogłaby to być dodatkowa funkcja kalkulatora na rachunku mobilnym.

WON’T haves (nie będzie) – zbiór wymagań, które chcemy mieć zrealizowane, jednak nie w tej fazie, nie w tym projekcie, nie w tym sprincie. Inaczej klasyczne out of scope.

Kiedy stosować MoSCoW?

MoSCoW można zastosować zarówno do zakresu całego projektu, jak i do zakresu kolejnych faz, czy sprintów. Narzędzie to jest obecnie bardzo popularne wśród zespołów działających zwinnie, choćby scrumowo. Dzięki niemu, możemy tworzyć elastyczne plany z naturalnie wbudowanym buforem. Takim zapasem stają się wszystkie wymagania z kategorii Could haves i Should haves. Zatem MoSCoW to narzędzie idealne dla projektów, w których działa timeboxing.

Z kim klasyfikować istotność wymagania?

Dla praktyków zarządzania projektami to pytanie z kategorii pytań „co się kręci: słońce, czy ziemia”.  Jednak by potraktować temat holistycznie, powiedzmy sobie wprost. Wymagania biorą się od interesariuszy, a zatem od: klientów, użytkowników, zespołów realizacyjnych, instytucji regulujących rynek, na którym funkcjonuje nasz produkt, konkurencji itd. Pamiętajcie więc, by nie tylko zebrać od nich wymagania, ale i zapytać, przeanalizować istotność wymagań z ich punktu widzenia.

Skąd wiedzieć co jest SHOULD, a co COULD?

Przychodzę na spotkanie i mówię: słuchajcie, tu jest taka metoda MoSCoW, które z Waszych wymagań to Must haves? STOP, nie do końca to tak wygląda. W dojrzałym zespole scrumowym na pewno tak. Ale u klienta, dla którego prowadzę projekt po raz pierwszy lub u klienta spoza branży IT takie rozpoczęcie miałoby dwa skutki:

  • Kompletna konsternacja,

po chwili otrząśnięcia:

  • Wszystkie wymagania sklasyfikowane jako MUST haves.

W myśl zasady „dostosuj swój komunikat do odbiorcy”, czasem nawet nie wymieniam nazwy narzędzia. Jeśli zapytam, które z wymagań jest najważniejsze, zazwyczaj dowiaduję się, że wszystkie są krytyczne dla projektu. Klientom bardzo często wydaje się, że wszystko jest ważne i pilne.

Pamiętajcie: takie odpowiedzi dostajecie, jakie zadajecie pytania.

Oto przykłady pytań, które można zadać:

MUST haves

Bez czego ten produkt nie zadziała?

Kiedy ten produkt nie będzie miał sensu?

Które funkcjonalności są krytyczne z punktu widzenia użytkownika?

Które wymagania bezpośrednio spełniają cel użytkowy produktu?

Które wymagania realizują korzyść biznesową?

Bez których wymagań produkt nie będzie spełniał zasad bezpieczeństwa?

Bez których wymagań produkt nie będzie zgodny z przepisami?

SHOULD haves i COULD haves

Aby uzyskać te dwie kategorie, najlepiej jest przejrzeć listę MUST haves i do każdego (czasem ponownie) zadać pytanie:

Czy bez tej funkcjonalności produkt będzie działał?

Kolejna metoda to uszczegółowienie MUST haves, a dokładnie: rozpisanie ich na mniejsze wymagania. W ten sposób, w myśl zasady granulacji, otrzymamy również SHOULD haves i COULD haves.

Różnica między tymi dwoma kategoriami jest taka, że brak realizacji SHOULD haves jest bolesny w skutkach. Zazwyczaj niesie ze sobą jakieś konsekwencje, np. musimy napisać procedurę, zrobić dodatkowe testy, naprawić coś innego. Pominięcie COULD haves nie wiąże się z poważniejszymi konsekwencjami (poza nieco niezadowolonym zamawiającym, który chciał wszystko).

WON’T haves:

Czego nie zrobimy tym razem?

Co możemy zaadresować w kolejnej fazie projektu?

Ile MUST, a ile reszty?

Dobre praktyki mówią, że powinniśmy dążyć do podzielenia listy wymagań na:

60% MUST haves

20% SHOULD haves

20% COULD haves

W ten sposób tworzymy sobie wspomniany wcześniej bufor. Jesteśmy w stanie zobowiązać się do ukończenia np. sprintu w danym terminie wiedząc, że w razie niedoszacowań, problemów, będziemy mogli zrezygnować z części COULD haves, a w najbardziej czarnym scenariuszu dowieziemy jedynie MUST haves. Skąd te proporcje? Otóż statystyki mówią, że minimum, które realizujemy w większości projektów, to właśnie 60-65% pierwotnego planu.

Konieczność aktualizacji

Oczywiście Wasz MoSCoW nigdy nie będzie wykuty w skale. Będzie się zmieniał tak często, jak często klient zmienia zdanie, jak często zmienia się otoczenie projektowe. Już na początku projektu warto ustalić cykle, w których będziecie przeglądać listę wymagań celem aktualizacji priorytetów.

Korzyści ze stosowania MoSCoW

MoSCoW to narzędzie szczególnie przydatne w metodykach zwinnych, w których mamy do czynienia z timeboxami. Chroni czas realizacji projektu i jakość produktu. Najpierw skupiamy się na tym, co krytyczne, bez konieczności obniżania jakości wykonania by zdążyć również z pozostałymi funkcjonalnościami. MoSCoW idealnie sprawdzi się w projektach regulowanych, w których termin końcowy projektu jest z góry określony. Można też go zastosować wobec budżetu, w projektach, w których koszty stanowią nieelastyczne ograniczenie.

——————————

Pisząc ten artykuł też miałam swoje wymagania:

Must – ma być opisane narzędzie, mają być przykłady, narzędzie praktyczne w rzeczywistości, nie w teorii, narzędzie uniwersalne, poprawna polszczyzna

Should – załączony fajny obrazek do tekstu

Could – nie powinno być dłużej niż 2 strony w Wordzie

Won’t – tym razem nie ma być o zarządzaniu zespołami, strategią, ani o komunikacji

Mój timebox to był wieczór. Zaczęłam po północy i jest prawie 5 rano, więc wyszło trochę dłużej, ale w ostatecznym terminie – przed wyjazdem na urlop – się zmieściłam 😉

Jedno mnie teraz martwi – moje wymagania, spisałam je chybcikiem, fragmentarycznie i (nazwijmy to po imieniu) flejtuchowato. Przy takim wyimaginowanym projekcie można sobie na to pozwolić. W rzeczywistości nigdy nie mogłabym sobie pozwolić na niedbale spisane wymagania (komu się to zdarzyło, ten wie jakie piekło to oznacza). Ale o tym może następnym razem…

Anna Jaszczołt

Co czytać z zarządzania projektami (i nie tylko) Cz. 3

Obiecana kontynuacja cyklu „Co czytać…” Ciekawa jestem co już przeczytaliście, a co widnieje na Waszej liście?

Co czytac czesc 3

Ja obecnie zaczytuję się w Jurgenie Appelo: Managing for happyness. Pozycja uwieczniona w części 2 cyklu. Pięknie wydana książka, inspirująca i oddająca sedno współczesnych trendów. Lubię język i styl pisania Jurgena. Ciekawie przedstawia temat nawiązując do swoich doświadczeń i tego, co powiedzieli inni, znani w branży. Sporo żartuje i używa wizualizacji, a dokładnie: własnoręcznie stworzonych obrazków, co bardzo mi odpowiada, bo sama od jakiegoś czasu się tym fascynuję. Jego mocną stroną jest też nawiązanie do teorii naukowych, ale tego akurat więcej doświadczycie w Management 3.0.

Kolejna pozycja, którą aktualnie zgłębiam to Strategia Błękitnego Oceanu. Klasyka marketingowa traktująca o strategii tworzenia własnej marki. Ciekawa koncepcja wsparta rzeczywistymi przykładami. Widnieje na powyższej liście.

Pozdrawiam, życząc udanej lektury!

Anna Jaszczołt

PS. Część pierwszą cyklu znajdziecie tutaj, a drugą tutaj.

 

 

Co czytać z zarządzania projektami? cz. 2

Poprzedni wpis, a właściwie zdjęcie z moją biblioteką książek spotkał się z pozytywnym odbiorem i prośbą o „więcej takich”. Podsyłam więc kolejną dawkę inspiracji w formie fotograficznej, życząc udanej majówki i owocnej lektury.

ksiazki 18.04.2017

Krótki komentarz dotyczący moich preferencji książkowych:

  1. Większość pozycji jest w języku angielskim. Wolę czytać w oryginale jeśli tylko jest taka opcja i interpretować bezpośrednio słowa autora. To pozwala też rozwijać mój angielski, a bynajmniej go nie zapominać.
  2. Ostatnio mocno inspirują mnie tematy zwinne. Nadal rozwijam się też w obszarze projektów globalnych (temat mojego doktoratu).
  3. Pozycje na powyższym zdjęciu to w większości perełki w kontekście najnowszych trendów z zarządzania (nie tylko projektami). Klasykę uwieczniłam w pierwszej części tego cyklu.

Tak, wiem – wersja elektroniczna jest tańsza, wygodniejsza, bardziej dostępna… – ale ja w tym temacie jestem po prostu staroświecka 😉

Na blogowym fanpage’u na Facebooku wywiązała się już dyskusja na temat tego jak czytać takie książki. Myślę, że to świetny temat na kolejny wpis.

PS. Część 1 z inspiracjami książkowymi znajdziecie tutaj.

Anna Jaszczołt

Jak skupiać się na tym co ważne w projektach i nie utonąć w morzu działań, możliwości, opcji, rozwiązań i pomysłów?

PMPiada 2017, postanowiłam postawić na praktykę, nie teorię, podzielić się doświadczeniem projektowym i nie tylko. Tym razem zapraszam na post w formie wideo.

W swej wypowiedzi zaadresowałam problem dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości i natłoku różnych możliwości. Prywatnie i zawodowo nieustannie stajemy przed koniecznością dokonywania wyborów i podejmowania niełatwych decyzji. Jak sobie z tym radzić?

Wypowiedź z założenia miała trwać 20 minut, nie dłużej. Tak, trudno się siebie ogląda i słucha. Tak wiele zrobiłoby się inaczej. Właśnie dlatego doświadczenie zaliczam do tych wartych przeżycia pod kątem rozwojowym.

Zapraszam na krótki film, który znajdziecie pod linkiem.

A tu krótka fotorelacja z PMPiady:

A tutaj moje slajdy:

Anna_Erdmanska_Zarządzanie_integracją_projektu

Anna Jaszczołt (wcześniej Anna Erdmańska)

Życzenia Wielkanocne z nutką ekshibicjonizmu

Do tej pory unikałam postów związanych z kalendarzem pod tytułem: Wesołych Świąt, Szczęśliwego Nowego Roku, podsumowanie poprzedniego roku, postanowienia na następny, do widzenia przed urlopem, jak zacząć nowy rok szkolny itd. Uważałam je za mocno sztampowe, przez co mało ciekawe. Dziś postanowiłam przełamać tę konwencję. Może dlatego, że to miły pretekst by napisać cokolwiek po dłuższej przerwie 😉 A może dlatego, że udało mi się dzisiaj zrobić całkiem przyzwoite zdjęcie podczas prac nad świątecznymi stroikami (niech żyje radosna twórczość z dziećmi) 😉

Wielkanoc 2017 copy

Z pewnością przewodnia myśl jest taka, że tegoroczne święta traktuję wyjątkowo pod kątem osobistym. Od pewnego czasu przechodzę przez dużą zmianę w swoim życiu. Zmiana cudowna, mocno rozwojowa, głównie zawodowa, ale jednocześnie bezpośrednio i z impetem wpływa na życie prywatne. Jestem dokładnie tam, gdzie marzyłam sobie kiedyś być (ale to nie znaczy, że to koniec marzeń, kto mnie zna, ten wie, że koniec to za każdym razem dopiero początek). Od kilku miesięcy towarzyszy mi ogromny entuzjazm i zapał do pracy, których wypadkowa urzeczywistniła się w kilku fajnych działaniach.

Równolegle jednak ta wielokierunkowa zmiana wywołała lawinową identyfikację różnych obszarów, które wymagają poprawy. Uświadomiłam sobie, że pewne relacje nie są dla mnie korzystne, bądź źle się w nich odnajduję (zarówno te zawodowe, jak i te prywatne). Zdałam sobie sprawę z zagrożeń generowanych przez kierunek, w którym idę. Zidentyfikowałam wiele obszarów własnego rozwoju, które wcześniej wydawało mi się, że działają bez zarzutów. A co tam! Ot, wprost napiszę, że poczucie własnej wartości upadło i poszczególne kawałki powoli odnajdują się nawzajem w gruzach.

Dlatego te święta będą dla mnie okresem przejścia, przemiany. Bynajmniej mocno na to liczę. Że zatrzymam się, że przemyślę, że się zastanowię. Że postawię kropkę nad i w tych wszystkich swoich przemyśleniach. Że po świętach wrócę z „przewietrzoną głową”, przekonana dokąd zmierzam, na czym chcę się skupić, co mi służy, a co nie. I tego moi drodzy również Wam życzę.

Szaleje wiosna, świat się zmienia na zewnątrz. Pozwólcie też zmienić mu się wewnątrz Was. Przemyślcie, zastanówcie się, odetchnijcie, nabierzcie świeższej perspektywy. Jak to uzyskać? Pobudźcie swoją kreatywność zajmując się czymś, czego na co dzień nie robicie. Mi na przykład idealnie „przemyśliwuje się” ciąg przyczynowo-skutkowy dzisiejszego świata podczas pieczenia sernika, malowania jajek i porządkowania ogrodu. Zakładam, że dla Was może to być coś innego, na przykład przyjęcie długiej pozycji w roli tzw. kanapowca, którego głównym zadaniem jest obsłużenie pilota od telewizora. Cokolwiek u Was zadziała.

Podsumowując:

Radosnych, Spokojnych, Twórczych i Refleksyjnych Świąt Wielkanocnych serdecznie Wam życzę!

PS. O powyższych rozważaniach i o tym jak sobie z nimi poradziłam na pewno kiedyś jeszcze konkretniej napiszę.

Zmiany w PRINCE2 – ile można zaoszczędzić, a ile stracić?

Dzisiaj zapraszam Was do lektury tekstu, który poczyniłam na stronie PMQ.

  • Jeśli planujecie zdawać egzamin PRINCE2, którykolwiek z poziomów…
  • Jeśli w niedalekiej przyszłości czeka Was re-certyfikacja…
  • Jeśli stosujecie metodykę PRINCE2 w swoich projektach…

…warto wiedzieć jakiego rodzaju zmiany nadchodzą.

Tekst pod linkiem.

pmq prince2