Co czytać z zarządzania projektami (i nie tylko) Cz. 3

Obiecana kontynuacja cyklu „Co czytać…” Ciekawa jestem co już przeczytaliście, a co widnieje na Waszej liście?

Co czytac czesc 3

Ja obecnie zaczytuję się w Jurgenie Appelo: Managing for happyness. Pozycja uwieczniona w części 2 cyklu. Pięknie wydana książka, inspirująca i oddająca sedno współczesnych trendów. Lubię język i styl pisania Jurgena. Ciekawie przedstawia temat nawiązując do swoich doświadczeń i tego, co powiedzieli inni, znani w branży. Sporo żartuje i używa wizualizacji, a dokładnie: własnoręcznie stworzonych obrazków, co bardzo mi odpowiada, bo sama od jakiegoś czasu się tym fascynuję. Jego mocną stroną jest też nawiązanie do teorii naukowych, ale tego akurat więcej doświadczycie w Management 3.0.

Kolejna pozycja, którą aktualnie zgłębiam to Strategia Błękitnego Oceanu. Klasyka marketingowa traktująca o strategii tworzenia własnej marki. Ciekawa koncepcja wsparta rzeczywistymi przykładami. Widnieje na powyższej liście.

Pozdrawiam, życząc udanej lektury!

Ania

PS. Część pierwszą cyklu znajdziecie tutaj, a drugą tutaj.

 

 

Co czytać z zarządzania projektami? cz. 2

Poprzedni wpis, a właściwie zdjęcie z moją biblioteką książek spotkał się z pozytywnym odbiorem i prośbą o „więcej takich”. Podsyłam więc kolejną dawkę inspiracji w formie fotograficznej, życząc udanej majówki i owocnej lektury.

ksiazki 18.04.2017

Krótki komentarz dotyczący moich preferencji książkowych:

  1. Większość pozycji jest w języku angielskim. Wolę czytać w oryginale jeśli tylko jest taka opcja i interpretować bezpośrednio słowa autora. To pozwala też rozwijać mój angielski, a bynajmniej go nie zapominać.
  2. Ostatnio mocno inspirują mnie tematy zwinne. Nadal rozwijam się też w obszarze projektów globalnych (temat mojego doktoratu).
  3. Pozycje na powyższym zdjęciu to w większości perełki w kontekście najnowszych trendów z zarządzania (nie tylko projektami). Klasykę uwieczniłam w pierwszej części tego cyklu.

Tak, wiem – wersja elektroniczna jest tańsza, wygodniejsza, bardziej dostępna… – ale ja w tym temacie jestem po prostu staroświecka 😉

Na blogowym fanpage’u na Facebooku wywiązała się już dyskusja na temat tego jak czytać takie książki. Myślę, że to świetny temat na kolejny wpis.

PS. Część 1 z inspiracjami książkowymi znajdziecie tutaj.

Co czytać z zarządzania projektami?

Obiecałam Pani Ani, że będzie o motywowaniu kierowników projektów. Zamysł „ugryzienia” tematu kiełkuje w mej głowie od miesięcy ponad dwóch i stworzył się z tego cykl tematyczny, z którego pierwszy odcinek już niedługo ujrzy światło dzienne. Tymczasem, w chwili przerwy, dawka inspiracji dla Was.

co-czytam

Co jakiś czas pytacie o pozycje czytelnicze z zarządzania projektami. Na zdjęciu fotka próbki tego, co posiadam. Nie będę się tu jakoś szczególnie rozpisywać. Co jest na zdjęciu, widzicie. A ja nie przepadam za odtwórczymi tekstami w stylu co kto powiedział lub napisał. Swoją drogą odtwórczość mocno potrenowałam tworząc dla Was cykl postów dotyczących certyfikacji 😉

Podsumowując:

  1. PO LEWEJ: stara dobra klasyka zarządzania projektami wzbogacona o bardziej niszowe pozycje. Standardy, metody, dobre praktyki kompleksowego podejścia do projektów, również międzynarodowych.
  2. PO PRAWEJ: Bardziej ideologicznie, rozwojowo, motywacyjnie i nowatorsko, raczej na wybiórcze tematy.

Mnie ostatnio pochłonęło sześć górnych pozycji po prawej. Szczególnie przypadł mi do gustu „Esencjalista”, no i przede wszystkim „Management 3.0”. Niech żyje pragmatyczne podejście w projektach!

I od tego zaczniemy następny post.

Szczęśliwego Nowego Roku tymczasem. Obyście trafiali na wartościowe lektury i w ogóle znajdowali na nie czas.

PS. Jak macie jakieś pytania, co do konkretnych pozycji, proszę śmiało 🙂

PS2. Chętnie przyjmę inne pozycje na moją „to-read-list”.

 

 

 

Mea culpa – czyli krótki przegląd postępów prac własnych i nie tylko…

A co tam, niech i będzie kontrowersyjny tytuł, skoro tak długo czekaliście na jakikolwiek… Niestety, i tym razem będzie krótko. Od razu – bijąc się w piersi – uprzedzam, że nie znajdziecie tu wyczekiwanej części trzeciej z cyklu artykułów na temat certyfikacji PMP.

Mea culpa – czasu mi na tę trzecią część brak. A właściwie to nie tyle brak czasu, co obecnie są inne priorytety.
Za miesiąc druga córcia przychodzi na świat, budowa domu w trakcie (mam nadzieję finalnego etapu;)), przeprowadzka (mam nadzieję w ciągu najbliższego miesiąca) przed nami. A zawodowo? Chwilowe pochłonięcie nieco innymi tematami. Trochę szkoleń, konferencji, pracy nad nowymi koncepcjami, radosnej twórczości w wersji drukowanej itp.

Na razie nie pozostaje mi nic innego, niż – nieprzerwanie bijąc się w piersi – zaproponować Wam jeden z owoców tej ostatniej działalności, rekompensujący choć trochę brak nowych wpisów na blogu. Przechodząc do sedna: pragnę Wam polecić lekturę kolejnego numeru Strefy PMI, w tym mojego artykułu. Całkiem świeżutki tekst na temat projektów transformacji, powstały w szale twórczym, oparty na bazie wiedzy empirycznej. Poza tym cały numer tego wydania wydaje się całkiem godny uwagi. Ja już mam problem, który artykuł przeczytać najpierw (ale na mnie trzeba brać poprawkę – tego ukryć się nie da!).

Miłej lektury!

Strefa PMI copy

 

Warto czytać: Strefa PMI

Wiem, dawno nie pisałam 😉 Więc dla tych, którzy nie mogą doczekać się kolejnego wpisu, coś na zaostrzenie apetytu. Polecam Wam najnowszy numer Strefy PMI, a w nim oczywiście mój artykuł. No, może artykuł to zbyt szumne słowo i powinnam go nazwać „felietonikiem” ze względu na tematykę i rozmiary. Ponownie piszę o transition management, tym razem po polsku.

Gorąco polecam również inne pozycje. Ciekawie piszą i można ściągnąć sobie w każdej chwili, za darmo…! Poleciłabym Wam któryś artykuł, ale mnie przypadły do gustu wszystkie, szczególnie te z pierwszej, zielonej części magazynu. Tak już z project managementem mam – chciałabym przeczytać wszystko i zazwyczaj tak się dzieje.

Strefa PMI

A kolejny artykuł na blogu już niebawem 🙂

PS. Szczególne pozdrowienia dla Czytelników, z którymi ostatnio miałam przyjemność powymieniać się doświadczeniami na szkoleniach.

Jak zdobyć doświadczenie w zarządzaniu projektami? A przy tym również: nietuzinkowych przyjaciół, ciekawe znajomości oraz to wspaniałe uczucie, że się zrobiło coś dobrego dla tego świata?

Jakiś czas temu (sprawdziłam kiedy – prawie dwa lata temu!!!) pisałam o inicjatywie English Camp organizowanej przez Project Management Institute Gdańsk Branch. Artykuł znajdziecie tutaj. Nadal nie mam wątpliwości, że warto udzielać się w takich akcjach i z łezką w oku wspominam tamte czasy. Jeszcze cieplej robi się na mym sercu gdy wiem, że ta inicjatywa trwa, rozwija się, przyciąga coraz to nowych ludzi, odkrywa nowe talenty z zarządzania projektami, no a przede wszystkim pomaga kolejnym dzieciom z trójmiejskich domów dziecka i rodzin zastępczych.

Dzisiaj będzie o kolejnej edycji obozu – English Winter Camp 2015. To już 6. raz dzieci pojadą na nieziemskie ferie zimowe, podreperują angielski, posmakują nowych sportów, poznają zupełnie inny kawałek świata. Co więcej, organizacja obozu ewoluowała do tego stopnia, że jest on teraz zarządzany przy pomocy technik Agile, a dokładnie Scrum! Jestem zachwycona! Ale tyle ode mnie. Dzisiejszy artykuł to gościnny wpis Katarzyny Biernatowskiej, która jest członkiem zespołu projektowego tegorocznej zimowej edycji obozu.

Serdecznie zapraszam 🙂

2

Agile i Scrum w nietypowej odsłonie

Wszystko zaczęło się wiosną 2004 roku. Grupa entuzjastów zarządzania projektami zrzeszona
w ramach gdańskiego oddziału Project Management Institute (PMI) spotkała się i postanowiła wykorzystać swoją wiedzę i swoje doświadczenie w sposób niecodzienny. Tak zaczął się English Camp.

Specyfiką projektów społecznych, a takim niewątpliwie jest English Camp, jest ich zmienny charakter. Z tego powodu w trakcie organizacji tego typu przedsięwzięcia niezbędna jest otwartość na zmianę i gotowość do niej. Nieustanna konieczność dostosowywania się do przeobrażającego się środowiska wymaga stosowania takich metod i narzędzi zarządzania projektem, które pozwalają sprawnie reagować na zmianę. Takie możliwości daje Agile i metodyka Scrum.

Scrum to iteracyjna i przyrostowa metodyka prowadzenia projektów, zaliczana do metodyk zwinnych, zgodnych z manifestem Agile.

Czym objawia się jej iteracyjny charakter? Praca zespołu jest organizowana w podziale na pewne przedziały czasowe nazywane sprintami. Po każdej iteracji organizowane jest spotkanie, na którym zespół omawia to, co zostało zrobione i to, co ma być zrobione w kolejnym sprincie. Tego typu spotkania mają na celu podniesienie motywacji członków zespołu, ułatwienie im zrozumienia projektu oraz poznania etapu, w którym znajduje się projekt. Regularne omawianie bieżącej pracy daje możliwość szybkiego i sprawnego reagowania na zmianę i pojawiające się problemy.

Przyrostowość Scruma polega natomiast na realizowaniu projektu etapami. Cały projekt podzielony jest na zadania, a główne cele na podcele. Taki system działania i organizowania pracy ułatwia zarządzanie projektem, monitorowanie efektów pracy zespołu oraz, podobnie jak podział na iteracje, pomaga na bieżąco dostosowywać działania do zmieniających się wymagań projektu. Przyrostowy charakter pracy pozwala skuteczniej zarządzać ryzykiem, którym niewątpliwie obarczony jest każdy projekt. Taki sposób organizacji projektu sprzyja również podtrzymywaniu motywacji, ponieważ zwiększona jest częstotliwość sukcesów.

Dla metodyki Scrum typowe są również role, jakie pełnią poszczególne osoby w projekcie. Na czele przedsięwzięcia stoi Project Manager. Jego głównymi zadaniami jest zaplanowanie projektu, nadzór nad jego realizacją oraz zakończenie go. Kolejną rolą w projekcie jest Product Owner, czyli osoba reprezentująca zleceniodawcę. To właśnie ta osoba wyznacza główne zadania, nad którymi pracować ma zespół. Trzecią istotną rolą jest Scrum Master, którego zadaniem jest zapewnienie zespołowi najlepszych z możliwych warunków pracy. To właśnie ta osoba dostarcza niezbędnych zasobów, usuwa przeszkody i stara się rozwiązywać problemy. Ostatnią częścią projektu jest zespół, którego członkowie realizują zadania dostarczone przez Product Ownera. Jasny i wszystkim znany podział ról minimalizuje ryzyko niedoinformowania oraz konfliktów między osobami zaangażowanymi w projekt, a także wpływa pozytywnie na motywację członków zespołu.

Z tych i wielu innych powodów, których nie sposób wymienić, w trakcie organizacji English Camp wykorzystywane są elementy Agile oraz metodyki Scrum. Cały projekt rozpoczyna się warsztatem prowadzonym przez opiekuna merytorycznego projektu. W trakcie szkolenia wolontariusze poznają podstawy zarządzania projektami oraz dowiadują się w jaki sposób będzie prowadzony English Camp. Tego dnia przestawiane są również osoby pełniące poszczególne role w projekcie oraz omawiane są ich zadania i obowiązki. W trakcie prawie półrocznego projektu wolontariusze pracują w podziale na pięć zespołów, w którym znajduje się zarówno Product Owner, jak i Scrum Master. Osoby te dokładają wszelkich starań, aby pełnić swoje role w taki sposób, jak uczy nas teoria. Podział na zespołu powstał w naturalny sposób, poprzez stworzenie WBS (ang. Work Breakdown Structure, czyli Struktura Podziału Pracy), co jest również charakterystyczne dla metodyk zarządzania projektami.

Wprowadzenie do projektu English Camp elementów Agile i Scrum ma na celu nie tylko polepszenie pracy zespołu wolontariuszy, ale również zapoznanie ich i przybliżenie im idei zarządzania projektami. Wielu z członków zespołów English Camp właśnie w trakcie organizacji tej inicjatywy rozpoczyna swoją karierę w zarządzaniu projektami. Wsparcie i patronat merytoryczny PMI gwarantuje również wymianę myśli i doświadczeń, co przybiera charakter pewnego rodzaju mentoringu.

3

Krótko o projekcie i organizatorze

English Camp to charytatywny program edukacyjno-wychowawczy, organizowany dwa razy w roku. Głównym celem programu jest umożliwienie dzieciom wychowującym się w domach dziecka, rodzinach zastępczych oraz w rodzinach o niskim statusie materialnym uczestnictwa w kursach języka angielskiego. Oprócz tego, obozowicze uczestniczą również w zajęciach wprowadzających do zarządzania projektami, których celem jest wykształcenie umiejętności planowania i dzielenia zadań, współpracy zespołowej oraz determinacji w dążeniu do celu. Przez cały czas trwania obozu, dzieci przygotowują własny projekt. W poprzednich latach były to m.in. pokaz mody oraz budowa robotów, które wzięły udział w specjalnym wyścigu. Dodatkowo, uczestnicy biorą udział w zajęciach artystycznych, sportowych i innych – przygotowanych przez wolontariuszy.

Organizatorem inicjatywy jest gdański oddział Project Management Institute. PMI to wiodąca międzynarodowa organizacja non-profit, zrzeszająca ekspertów i entuzjastów zarządzania projektami. Opracowuje standardy zarządzania projektami, wydaje międzynarodowe certyfikaty kompetencyjne (m.in. PMP), promuje zwiększanie rozpoznawalności Zarządzania Projektami i roli Kierownika Projektów we wszystkich sektorach gospodarki. PMI istnieje od 1969 roku zrzeszając ponad 450 000 członków w 86 krajach. Więcej na www.pmi.org.pl.

Więcej o całym projekcie na:

http://english-camp.pl/ oraz https://www.facebook.com/EnglishSummerWinterCamp

Kontakt

Katarzyna Biernatowska

katarzyna.biernatowska@pmi.org.pl

Zarządzasz międzynarodowymi projektami? Tej pozycji nie możesz pominąć!

Tak, dobrze zauważyliście: nie będzie podsumowania roku, ani tekstu na temat postanowień noworocznych. Jest coś, co może Wam się przydać, więc „kujemy żelazo póki gorące”.

Właśnie skończyłam lekturę Jeana Bindera pt. Global Project Management. Communication, Collaboration and Management Across Borders i postanowiłam od razu podzielić się swoimi wrażeniami. Otóż jest to pozycja, której kierownik projektów w międzynarodowej korporacji po prostu nie może pominąć. Jean Binder przedstawia w niej zbiór zasad zarządzania projektami globalnymi (ang. framework). Autor książki nie skupia się na definicjach, czy technikach project managementu. Te uznaje za znane, opisane w PMBoKu, czy podręczniku do PRINCE2. Autor opisuje wszystkie DODATKOWE aspekty, z którymi kierownicy projektów spotykają się zarządzając projektami globalnymi.

jean binder

Nie trudno więc się domyśleć, że główny nacisk położony został na: zarządzanie zespołem, komunikację, struktury organizacyjne oraz narzędzia i techniki stosowane w projektach międzynarodowych. Wiele napisano też o różnicach kulturowych (przedstawiono badania Hofstede i Trompenaars’a).

Pozycja nie jest nowością, ma już swoje lata. Została wydana w 2007 roku i w roku następnym otrzymała tytuł najlepszej książki z zarządzania projektami nadany przez Project Management Institute. Jednak ja trafiłam na nią dopiero teraz, przygotowując się do doktoratu. Pewnie stało się tak dlatego, że nie jest dostępna w Polsce i przyznam, tym razem musiałam się o nią mocno postarać.

Czytając tę książkę zauważyłam jak ogromne mam szczęście. Właściwie od początku swojej kariery PMa pracuję nad międzynarodowymi projektami, a więc od początku „PMuję” z wysoką poprzeczką. Na szczęście swoje pierwsze projekty prowadziłam w organizacji wprost świetnie działającej w środowisku globalnym. Ba! Stwierdzam z dumą i radością, że mój pierwszy pracodawca miał w pełni wdrożony i hulający wprost proces zarządzania projektami globalnymi. Telefony na IP, telekonferencje, wideokonferencje, SharePointy, huby, komunikatory… pod koniec nawet telepresence! Tak, narzędzi mieliśmy mnóstwo i praktycznie każdy wiedział jak się nimi posługiwać. Po prostu, praca z kolegami po drugiej stronie półkuli była na porządku dziennym. Ta książka niesamowicie mi to uświadomiła.

Moje kolejne wrażenie na gorąco to: jaka szkoda, że nie wiedziałam o istnieniu tej książki gdy zostałam PMem! Praca przy pierwszych projektach byłaby o wiele prostsza… A ile stresów by odeszło… Tak bardzo brakowało mi jednego rzetelnego źródła, podręcznika, który nauczy mnie jak zarządzać projektem w wirtualnej rzeczywistości.

Dlatego polecam tę książkę gorąco!

Jest szczególnie przydatna również organizacjom, które planują uporządkować swój system współpracy wewnętrznej na poziomie globalnym. Zawiera wskazówki co do wdrażania zaproponowanego zbioru zasad.

„Kto czyta, nie błądzi”. Recenzja książki z zarządzania projektami.

Dzisiaj kilka słów o książce, która ostatnio wpadła w moje ręce: Zarządzanie Projektami krok po kroku Mariusza Kapusty.

Ksiazka Mariusza Kapusty photo

Od czasu do czasu lubię zweryfikować swoją wiedzę oraz postępowanie w zarządzaniu projektami i za świetną formę takiej weryfikacji uważam szkolenie, czy lekturę książki na temat project managementu. Często gnam od projektu do projektu, planuję, realizuję, naprawiam… Lubię czasem się zatrzymać i przypomnieć sobie podstawy zarządzania projektami przez pryzmat swoich działań projektowych. Książkę Mariusza Kapusty przeczytałam w jeden wieczór. Przewracając strony tej sympatycznej pozycji, analizowałam w głowie ostatnio zarządzane przeze mnie projekty. Czy któryś element ostatnio w moich projektach ucieka? Zaniedbuję jakieś działania, zarządzając projektem? Mogłabym zrobić coś lepiej? Taka weryfikacja szczególnie ciekawie działa w stosunku do świeżo zakończonych projektów. Jednym słowem dzięki tej książce zrobiłam własne project managementowe lessons learned 😉 Tak, przyznaję, książka mało wymagająca i mówcie co chcecie, ale Kierownik Projektów z wieloletnim doświadczeniem i przekonaniem, że pozjadał wszystkie rozumy to nie ja 🙂 Nikt z nas nie jest doskonały, a raz zaabsorbowana wiedza kilka lat temu ma prawo się ulotnić. Zarządzanie projektami w jednej dziedzinie, czy jednej organizacji wspomaga proces ulatniania. Sprawia, że stawiamy na sprawdzone metody, popadamy w rutynę, nie zastanawiając się nawet, że moglibyśmy zrobić coś jeszcze lepiej. A zatem, naprawdę warto, polecam wszystkim odświeżanie wiedzy co jakiś czas.
No dobrze, czas najwyższy przejść do sedna tego artykułu. Książka Mariusza… Pozwolę sobie nazwać Mariusza po imieniu, bo znam go osobiście. Kilka dobrych lat temu (chyba sześć?) miałam niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w jego szkoleniach przygotowujących do PMP i bardzo miło je wspominam. Książka Mariusza jest napisana niezwykle przystępnym językiem, żartobliwie i jednocześnie przejrzyście. Mariusz przedstawia podstawy zarządzania projektami. Jego pozycja to niezbędny przybornik dla początkujących PMów oraz członków zespołów projektowych. Co najbardziej spodobało mi się w książce Mariusza?

– Definicja projektu zgodna ze współczesnymi trendami, czyli wytłumaczenie dlaczego i w jaki sposób projekty robimy kawałek po kawałeczku.

– Czarny Zeszyt – ja to nazywam z angielska Issue Logiem 😉 Niemniej jednak bardzo przystępnie i konsekwentnie przedstawiona koncepcja (nie wspominając o jej przydatności).

– Podejście do ryzyka: ryzyko to zarówno szanse, jak i zagrożenia. Wciąż mamy niską świadomość tego faktu, tymczasem Mariusz wyjaśnia to w bardzo przystępny sposób.

– Kilka niezbędnych słów o metodykach, jednocześnie rozprawiających się z powszechnie panującymi mitami (PMBoKa się nie wdraża!)

– Świetna definicja Sponsora! Tak, to podstawa, a jednak rola Sponsora jest często błędnie interpretowana. Do nieporozumień dochodzi nawet na konferencjach, wśród doświadczonych PMów. Tymczasem Mariusz tu wszystko pięknie wyjaśnia, nawiązując też do roli Klienta.

– Ciekawe i przydatne dla początkujących PMów case studies przewijają się przez wszystkie omawiane etapy projektów.

– Mariusz krótko i zwięźle podsumowuje każdy rozdział książki.

– Bardzo praktyczna formuła do określania celu projektu.

– Rozróżnienie kryteriów sukcesu i celu.

– Podkreślanie znaczenia planu („Plan projektu nie jest najważniejszy. Najistotniejszy jest sam proces pracy nad nim”)

– Propozycja stosowania uniwersalnego podejścia Kaizen.

– Grzechy Sponsorów i PMów.

– Przedstawienie zarządzania projektem krok po kroku w przystępny sposób.

– Polityka, sposób działania dużych organizacji.

– Wiele przykładów z życia wziętych.

Podsumowując, polecam książkę Mariusza. Wydaje mi się szczególnie pomocna osobom, które pracują przy projektach w dużych organizacjach. Świetna dla początkujących PMów w korporacjach – uchroni przed wypaleniem, wesprze w dość brutalnym pierwszym zderzeniu z polityką dużych organizacji.

Co lepiej wybrać? Szkolenie, czy studia podyplomowe z zarządzania projektami?

Chcielibyście poszerzyć swoją wiedzę z zarządzania projektami, a następnie to udokumentować? To niewątpliwie świetna decyzja! A zatem pierwszy krok poczyniony. Kolejnym jest ustalenie w co najlepiej zainwestować swój czas i – nie ukrywajmy, całkiem niemałe – pieniądze. Ten artykuł ma na celu pomóc podsumować wszelkie „za” i „przeciw” w wyborze między studiami podyplomowymi a szkoleniem z zarządzania projektami. Sądząc po pytaniach, które zadajecie mi ostatnio w mailach, to najgorętszy temat tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego.

Anna Erdmańska - Warsztat z zarządzania projektami

Anna Erdmańska – Warsztat z zarządzania projektami

Pozwolę sobie zacząć swoją wypowiedź nieco na opak, podkreślając że najważniejszą kompetencją kierownika projektów jest… DOŚWIADCZENIE 🙂 Kierownikiem Projektu bardzo często zostaje się z przypadku. Wśród moich znajomych jest spore grono PMów, którzy wcześniej nawet nie znali definicji takiego zawodu. Kierownikiem Projektu zostali dzięki trzem czynnikom:
• Posiadali odpowiednie kompetencje
• Ich doświadczenie wpisywało się w nową rolę
• Po prostu: byli osobą na odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.
Mną samą właśnie tak pokierował los, o czym zresztą napisałam tutaj w części Pamiętnik PMa. Dopiero jako Kierownik Projektu zaczęłam intensywnie rozglądać się za sposobami na zgłębienie wiedzy z zarządzania projektami. Okoliczności losu sprawiły, że ponad pięć lat temu, w tym samym przedziale czasowym, miałam okazję uczestniczyć zarówno w studiach podyplomowych na uczelni wyższej, jak i w warsztatach z zarządzania projektami. Poniżej podzielę się z Wami swoim subiektywnym doświadczeniem i omówię te dwie ścieżki pod kątem różnych aspektów.

Zakres i przydatność przekazywanej wiedzy

Zarówno w przypadku studiów podyplomowych, jak i szkoleń, przed zapisaniem się na listę uczestników możecie dokładnie przyjrzeć się planowi zajęć i poruszanym na nich tematom. Możecie zatem podjąć zupełnie świadomą decyzję.

W moim przypadku materiał prezentowany na studiach podyplomowych, w których uczestniczyłam był stanowczo zbyt obszerny. Program studiów obejmował sporo przedmiotów, z którymi zapoznałam się już wcześniej, studiując ekonomię. Mam tu na myśli przedmioty typu: strategia przedsiębiorstwa, rachunkowość i finanse. Przedmioty te oczywiście są powiązane z zarządzaniem projektami. Jednak w rzeczywistości były one prowadzone w oderwaniu od zarządzania projektami. Dla mnie jako absolwentki Wydziału Ekonomicznego, nie wniosły nic nowego. Bardzo dobrze wspominam natomiast przedmioty takie jak:
– Metodyka Zarządzania Projektami – te zajęcia zdominowały pozostałe wykłady pod względem liczby godzin, a dodatkowo zdeklasowały je pod względem przydatności. Świetnie poprowadziło je dwóch praktyków obracających się również w świecie naukowym. Przedmiot ten można właściwie porównać do solidnego szkolenia. Na zajęciach przeszliśmy przez wszystkie aspekty zarządzania projektami w teorii i w praktyce. Zajęcia obfitowały w praktyczne ćwiczenia i pracę w grupach. Na koniec zajęć opracowywaliśmy w grupach projekty, w których przekłuwaliśmy w praktykę całą zdobytą wiedzę. Zbudowaliśmy harmonogram projektu, obliczaliśmy ścieżkę krytyczną, analizowaliśmy zasoby i ryzyka. Dzięki tym zajęciom nie żałowałam nawet przez chwilę, że zdecydowałam się na studia podyplomowe. Była to prawdziwa pigułka wiedzy i praktyki w jednym. Nie zabrakło też motywacji do rozwijania się w zawodzie Project Managera.
– Przywództwo – te zajęcia były wyjątkowo udane głównie dzięki prowadzącemu. Był po prostu genialny! Zrobiliśmy mnóstwo testów psychologicznych, opracowywaliśmy case studies, oglądaliśmy filmy, scenki sytuacyjne dotyczące przywództwa. Spora dawka inspiracji i motywacji dla Kierownika Projektu jako lidera.
– Zajęcia praktyczne z MS Project – kolejne bardzo praktyczne zajęcia w sali komputerowej. Program MS Project znałam wcześniej, jednak dzięki tym zajęciom poznałam o wiele więcej funkcji, skrótów i ogólnie mówiąc – możliwości. Na zajęciach stworzyliśmy harmonogram swojego projektu, dokonaliśmy rozmaitych analiz i zmian, które mogły nastąpić w trakcie realizacji projektu. Można powiedzieć, że oddzielnie zaliczyliśmy szkolenie z MS Project, za które musielibyśmy słono zapłacić.

Jeśli chodzi o szkolenia oferowane przez firmy szkoleniowe, uczestniczyłam w szkoleniu przygotowującym do PMP, w tzw. Akademii PMP. Szkolenie odbywało się w pięciu dwudniowych modułach. Jego zakres obejmował wszystkie obszary zarządzania projektami według standardu PMI. Zajęcia te również obfitowały w ćwiczenia praktyczne, przykłady, pracę w grupach. Prowadzone były przez praktyków zarządzania projektami, Project Managerów z doświadczeniem w co najmniej kilku firmach i kilku różnych branżach. Pod względem tematyki były zbliżone do przedmiotu Metodyka Zarządzania Projektami ze studiów podyplomowych. Obejmowały również takie tematy jak: projekty a strategia, czy przywództwo. W moim przypadku zajęcia te były bardziej praktyczne, skondensowane, w przeciwieństwie do całego wachlarza przedmiotów na studiach podyplomowych. Jedyną przewagą studiów podyplomowych nad szkoleniem były wspomniane zajęcia z MS Project.

Przewaga: szkolenia

Przygotowanie do certyfikacji

Studia podyplomowe, w których uczestniczyłam nie były wyraźnie ukierunkowane w stronę którejś z metodyk. Omawialiśmy różne standardy, podstawowe różnice między nimi. Może trochę bardziej zgłębialiśmy metodykę IPMA. Pamiętam, że zrobiliśmy kilka przykładowych testów egzaminacyjnych na certyfikację IPMY. Wiem jednak, że są studia podyplomowe, które konkretnie przygotowują do wybranej certyfikacji.

Szkolenie, w którym uczestniczyłam kompleksowo przygotowywało do wybranej certyfikacji, a mianowicie do PMP. Ostatni moduł zajęć polegał na omówieniu i przećwiczeniu przykładowych testów egzaminacyjnych. Co więcej, do egzaminu prowadzący nawiązywali na każdych zajęciach omawiając poszczególne obszary zarządzania projektami. Przygotować wszystkich do zdania egzaminu to był podstawowy cel tych 10 dni szkolenia.

Przewaga: szkolenia

Prowadzący

Osobiście zawsze najwięcej wynosiłam z zajęć prowadzonych przez praktyków. Teorię można poznać samemu z książek, filmów, artykułów. Dopiero teoria dobrze przetrawiona przez doświadczonego prowadzącego zyskuje inny wymiar i sens. W przypadku zarządzania projektami, które aplikujemy w każdej dowolnej dziedzinie, doświadczenie jest tym bardziej kluczowe. Tak jak, już wcześniej wspomniałam, na studiach podyplomowych większość zajęć prowadzili ludzie świata nauki, ewentualnie praktycy w przeszłości. Na szczęście te najbardziej praktyczne, dominujące pod względem godzinowym zajęcia z metodyki zarządzania projektami były prowadzone przez praktyków.

Jeśli chodzi o szkolenie, tutaj mieliśmy do czynienia z praktykami, ale przyznam, że od niektórych powiewało nieco zbyt metodycznym podejściem do wyjaśnienia zagadnienia, które objawiało się mało interaktywnymi wykładami w tzw. stylu „ex katedra”. Wymieniając poglądy z uczestnikami, upewniłam się, że takie było nie tylko moje wrażenie. Na szczęście stało się tak jedynie na dwóch modułach prowadzonych przez jedną osobę, zatem przewagę w kategorii prowadzący przypisuję mimo wszystko szkoleniom.

Przewaga: szkolenia

Uczestnicy i networking

Pierwszą i ostatnią różnicą między uczestnikami szkoleń i studiów podyplomowych jest ich liczba. W studiach podyplomowych wzięło udział około 30 osób, w szkoleniu około 7. Wydawałoby się, że kameralny klimat sprzyja nawiązywaniu bardziej wartościowych relacji, jednak to na studiach zawarłam o wiele więcej znajomości, które utrzymuję do dzisiaj. Na uczelni spędziliśmy ze sobą znacznie więcej czasu, pracując w grupach nad różnymi zadaniami.
Mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że na moich studiach podyplomowych było więcej „przypadkowych osób”. Miałam wrażenie, że niektórzy uczestnicy po prostu chcieli z czegoś (czegokolwiek) zrobić podyplomówkę, zwiększając swoją atrakcyjność na rynku pracy. Zarządzanie projektami stawało się wtedy modne, więc wybór padał na tę dziedzinę. Na szkoleniu jednak wśród tych 7 osób również trafiła się jedna, która po prostu chciała przekonać się na czym polega zarządzanie projektami. Inny skolei uczestnik przyjął postawę „przysłała mnie tu firma” i skupiał się raczej na bieżącym odpisywaniu na maile, odbieraniu telefonów i ogólnie rzecz biorąc ciężkiej pracy na swoim służbowym laptopie. Nie warto więc generalizować i na siłę kateogryzować uczestników szkoleń i studiów podyplomowych.

Jeśli chodzi o networking, znajomości zawarte na szkoleniu wydawały się być lepiej prosperujące w kontekście potencjalnych korzyści w sferze zawodowej. Tymczasem, patrząc z perspektywy czasu na dalszy rozwój wydarzeń, to relacje ze studiów podyplomowych przetrwały i zaowocowały, zarówno prywatnie, jak i zawodowo.

Przewaga: studia podyplomowe

Twój czas i wkład pracy

Zdecydowanie na korzyść szkoleń. Skondensowanie tej samej wiedzy (bynajmniej najczystszej jej esencji) w dziesięciu dniach zagrało na korzyść w porównaniu do piątkowych, sobotnich i niedzielnych spotkań, co drugi weekend, przez dwa semestry roku akademickiego. Dodajmy tu jeszcze czas poświęcony na napisanie pracy dyplomowej na koniec studiów i sprawa jest jeszcze bardziej oczywista.

Przewaga: szkolenia

Cena

Zdecydowanie na korzyść studiów podyplomowych. W moim przypadku całkowity koszt studiów był trzykrotnie niższy od całkowitego kosztu dziesięciodniowego szkolenia.

Przewaga: studia podyplomowe

Wymagania na rynku pracy

Każdy z nas ma jakiś nawyk, mniej lub bardziej zdrowy i w różnym stopniu uzasadniony logiką. Moim nałogiem jest sprawdzanie ofert pracy dla PMów, w Polsce i zagranicą. Oddaję się mu z pasją, regularnie od około sześciu lat. Nie robię żadnych statystyk ani dokumentacji archiwalnej, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że w swej subiektywnej selekcji ogłoszeń pracy trafiłam do tej pory na jedno, które wśród wymagań zawierało skończone studia podyplomowe z zakresu zarządzania projektami. Trudno natomiast znaleźć ogłoszenie poszukujące Kierownika Projektu i nie wspominające o certyfikacie, czy to PMP, czy to PRINCE2, czy o innych nieco mniej popularnych, a węższych w specyfikacji certyfikatach. Moje studia nie przygotowywały tak dobrze do certyfikacji jak szkolenia. Zatem kategorię tę rozstrzygam na korzyść tych drugich.

Przewaga: szkolenia

PODSUMOWANIE:

W moim przypadku szkolenie okazało się być o wiele bardziej korzystne niż studia podyplomowe. Jednak nie chciałabym by to był główny wniosek tego wpisu. Główny wniosek brzmi następująco:

Gdy zapisujecie się na szkolenie lub studia podyplomowe z zarządzania projektami oceńcie sami co już wiecie, a z czego chcecie się doszkolić. Następnie przyjrzyjcie się dokładnie jak wygląda program i zakres materiału. Koniecznie zapytajcie o osoby prowadzące zajęcia ze szczególnym zwróceniem uwagi na ich doświadczenie w zarządzaniu projektami. Im bliższe będzie Waszej branży i Waszych projektów, tym większa szansa na to, że wyjdziecie z zajęć zadowoleni. No i na sam koniec: nie ma nic bardziej efektywnego niż wywiad środowiskowy wśród osób, które uczestniczyły w interesujących Was zajęciach.

Macie już podobne doświadczenia za sobą? Zachęcam do wymiany opinii pod postem.

Pracujesz czterdzieści godzin w tygodniu? Czas to zmienić!

The 4-Hour Workweek Timothy’ego Ferriss’a

Jakiś czas temu (właściwie sprawdziłam, było to dokładnie 1 lipca) obiecałam Wam recenzję książki Timothy’ego Ferrissa pt. Czterogodzinny tydzień pracy. Pisałam już, że lektura ta kipi pomysłami na usprawnienie tygodnia pracy tak, by skrócić go do czterech godzin. Co więcej, w książce znajdziecie przepis na to jak zminimalizować czas, który poświęcamy na pracę, jednocześnie maksymalizując czas, w którym realizujemy swoje marzenia i czerpiemy pełnymi garściami z życia. A więc Moi Drodzy, ta pozycja książkowa zobowiązuje! Jest piękny letni wieczór i nie mogę spędzić go całego nad pisaniem tego artykułu. Do rzeczy!

 The-4-hour-workweek

Jaka jest koncepcja?

Wieść życie, w którym spędzamy jak najmniej czasu na pracę, skupiając się na przyjemnościach, rozwoju i przyjaciołach. W myśl idei pokolenia NEW REACH (w skrócie NR) wykorzystać wszystkie dobra kuli ziemskiej, pracując z dowolnego miejsca na świecie. Nie tracić czasu. Spełniać swoje marzenia. Nie czekać na emeryturę, ale już teraz dysponować porównywalną ilością wolnego czasu. Niemożliwe? Czytajcie dalej 🙂

Kim jest autor?

Wykładowca na Uniwersytecie Princeton z tematyki Przedsiębiorstw High-Tech oraz Inżynierii Elektrycznej. Doradca do spraw finansów i przedsiębiorczości na Uniwersytecie w NASA. Pierwszy Amerykanin, który pobił Rekord Guinnessa w tango. Zna pięć języków (angielski, niemiecki, hiszpański, chiński i japoński). Mistrz narodowych zawodów z kickboxingu w Chinach. Łucznik konny w Nikko, Japonia. Stypendysta programu Henry’ego Crown’a na Uniwersytecie w Aspen. Badacz dziedziny azylów politycznych. Tancerz stylu breakdance w MTV na Tajwanie. Zawodnik irlandzkiego hokeja na trawie. Wyróżniony za najlepszą autopromocję przez Wired Magazine. … i wiele innych.

Wydaje się dość istotne dodać, iż – wbrew pozorom – Tim nie ma jeszcze sześćdziesięciu lat, i w ogóle mu nie blisko do wieku emerytalnego 😉

Co znajdziecie w książce?

Lekturę można podzielić na trzy części:

  • opis idei NR,
  • wskazówki jak usprawnić swój czas pracy,
  • rady dotyczące otworzenia własnego biznesu (Zdaniem Ferrissa najlepiej zarabia się na byciu ekspertem w wąskiej dziedzinie, w której się specjalizujemy).

Dodatkowo, każdy rozdział książki kończy się tzw. sekcją Q&A (ang. Questions and actions, Pytania i akcje), w której autor pomaga czytelnikowi zidentyfikować własne problemy oraz znaleźć ich rozwiązania. Część naprawdę skuteczna – polecam.

Co więcej, w części dotyczącej otwarcia własnego biznesu możemy znaleźć długie listy firm i źródeł informacji rekomendowanych przez autora.

Minusy?

Z mojego punktu widzenia autor mocno przesadził w następujących kwestiach:

– PASJA – głęboko wierzę w to, że pracę można połączyć z pasją i – w ten sposób zarabiając na życie – być szczęśliwym. Ferriss natomiast zupełnie oddziela od siebie te dwie sfery. Praca to jedno, pasja to drugie.

– OUTSOURCING – jest jak najbardziej ok! Jednak u Ferrissa występuje w tak zintensyfikowanym wydaniu, że nie mogę się z nim zgodzić. Wynająć asystentkę w Indiach do opłacania naszych rachunków? Tak! Zatrudnić firmę zewnętrzną do kupienia prezentu dla naszego dziecka, czy też przeproszenia w naszym imieniu żony? Nie! Dla mnie to stanowcza przesada, szczególnie gdy autor opisuje, że firma kupiła żonie kwiatki w jego imieniu, na co on sam by nie wpadł nie uznając sytuacji za aż tak dramatyczną. Muszę jednak przyznać, że lektura Ferrissa utwierdziła mnie, że mój nawyk robienia wszystkich, nawet spożywczych zakupów online jest całkiem korzystny. Zastanawiam się co jeszcze jestem gotowa zlecić do wykonania innym. Do dziś kołacze się po mojej głowie wątpliwość: Czy aby Ferriss napisał tę książkę? A może zlecił jej napisanie komuś innemu?

– NETWORKING I ELEMENT „FACE TO FACE” – autor udziela wskazówek by jak najkrócej rozmawiać przez telefon ze współpracownikami, a najlepiej by kontaktować się ze wszystkimi jedynie przez pocztę elektroniczną. Zdaniem Ferrissa wszystkie spotkania są zbędne i z założenia powinniśmy stawać okoniem przed każdym zaproszeniem do dyskusji. W pracy nie ma miejsca na rozmowy w stylu „Co słychać”. Tim, przepraszam Cię, ale i w tym miejscu mocno się z Tobą nie zgodzę. Za bardzo lubię pracę z ludźmi, a jeszcze bardziej doceniam efektywność, która wzrasta dzięki zachowaniu dobrych relacji i poznaniu ludzi, z którymi się pracuje.

– CZYTANIE – czytanie książek to strata czasu. Jedyna dopuszczalna lektura przez Ferrissa to pozycja z gatunku fantasy czytana do poduszki. O nie! Czytanie rozwija, poszerza horyzonty, ćwiczy naszą wyobraźnię, słownictwo…. Tyle ma plusów, że gotowam kopnąć Ferrissa w kostkę za tę radę 😉

Cenne inspiracje?

Znalazłam w lekturze wiele cennych wskazówek. Oto niektóre z nich:

– Wszystko co masz zrobić danego dnia, zrób przed godziną 11.

– Rób listę rzeczy do zrobienia i…. listę rzeczy, których się od Ciebie oczekuje, ale nie masz zamiaru poświęcić na nie czasu.

– Przejdź na dietę nisko-informacyjną – nie oglądaj telewizji, nie czytaj gazet i Internetu. Pytaj znajomych co słychać w świecie a oni z pewnością streszczą Ci najważniejsze wydarzenia. Muszę przyznać, że odkąd nie oglądam telewizji (będzie około 10 lat) moje życie domowe zyskało nową jakość. Gazety jednak czytam. Jestem uzależniona od zapachu świeżej prasy przy niedzielnej kawie a przesiadywanie w kawiarniach to mój weekendowy nawyk. Internet? Hmm, chyba muszę jeszcze nad tym popracować 😉

– Pozbądź się kłopotliwych klientów – po prostu, szkoda czasu i energii. Skupiając się na klientach bezproblemowych zyskamy o wiele więcej.

– Stawiaj sobie TYLKO NIEREALNE CELE – tak! Cel ma zawsze wydawać się nierealny. W innym wypadku nie wykorzystamy całego swojego potencjału.

– Gdybyś dzisiaj mógł pracować tylko przez godzinę, którymi zadaniami byś się zajął i w jaki sposób?

– …. Wiele innych wskazówek, których jednak nie przytoczę, ponieważ nie o streszczenie książki tu chodzi 😉

Czy polecam?

Stanowczo tak! Książka Ferrissa zmieni Wasze myślenie na temat pracy i życia. Zabierze Was w inny wymiar rzeczywistości. Niezależnie od tego czy pracujecie w korporacji, czy prowadzicie swoje biznesy, znajdziecie w niej multum praktycznych wskazówek i jeszcze więcej przykładów dotyczących sprawniejszego wykorzystania swojego czasu. Ferriss „nie owija w bawełnę”, o wielu sprawach pisze wprost, ułatwiając w ten sposób konfrontację czytelnika z opisywanym problemem. Książka jest też dobrym źródłem informacji na temat firm outsourcingowych na świecie oraz wszelakich inicjatyw skupiających się na zwiększaniu efektywności.

Kto bardziej potrzebuje tego typu wskazówek, niż my: Kierownicy Projektów żonglujący zazwyczaj kilkoma projektami naraz? 🙂

Inspirefulness

Because sharing is caring

Lean Agile Organization Tesis

Just another WordPress.com site

A Girl's Guide to Project Management

Project Management musings for one and all