Project Manager – the story teller :)

W kwietniu tego roku występowałam na konferencji New Trends in Project Management w Gdyni i chciałabym się podzielić z Wami pewną myślą.

Na konferencji mówiłam o strategii w projektach globalnych i o tym jakie narzędzia mogą nam posłużyć budowaniu strategii w naszym projekcie. Otóż, okazuje się, że podstawą są historyjki opowiadane przez PMa lub współtworzone z całym zespołem projektowym. Całe tło prezentacji i wspomniane właśnie historyjki opisane zostały w slajdach. Udostępniam więc Wam uproszczoną wersję slajdów i jako smaczek dorzucam zdjęcie podsumowujące moje wystąpienie:

Strategy in Global Projects_AE

Moim skromnym zdaniem rysunek ten piękny nie jest, ale pięknie oddaje całe sedno efektywnego zarządzania projektami. Kto je odpowiednio zinterpretuje, dostanie ode mnie dobrą książkę z zarządzania projektami. Jeszcze nie wiem którą, bo wpadłam na ten pomysł bardzo spontanicznie 🙂 Zapewniam, że będzie to pozycja, z którą nie będzie mi łatwo się rozstać.

A tutaj slajdy:

Strategy in Global Projects_AE

Pracujesz czterdzieści godzin w tygodniu? Czas to zmienić!

The 4-Hour Workweek Timothy’ego Ferriss’a

Jakiś czas temu (właściwie sprawdziłam, było to dokładnie 1 lipca) obiecałam Wam recenzję książki Timothy’ego Ferrissa pt. Czterogodzinny tydzień pracy. Pisałam już, że lektura ta kipi pomysłami na usprawnienie tygodnia pracy tak, by skrócić go do czterech godzin. Co więcej, w książce znajdziecie przepis na to jak zminimalizować czas, który poświęcamy na pracę, jednocześnie maksymalizując czas, w którym realizujemy swoje marzenia i czerpiemy pełnymi garściami z życia. A więc Moi Drodzy, ta pozycja książkowa zobowiązuje! Jest piękny letni wieczór i nie mogę spędzić go całego nad pisaniem tego artykułu. Do rzeczy!

 The-4-hour-workweek

Jaka jest koncepcja?

Wieść życie, w którym spędzamy jak najmniej czasu na pracę, skupiając się na przyjemnościach, rozwoju i przyjaciołach. W myśl idei pokolenia NEW REACH (w skrócie NR) wykorzystać wszystkie dobra kuli ziemskiej, pracując z dowolnego miejsca na świecie. Nie tracić czasu. Spełniać swoje marzenia. Nie czekać na emeryturę, ale już teraz dysponować porównywalną ilością wolnego czasu. Niemożliwe? Czytajcie dalej 🙂

Kim jest autor?

Wykładowca na Uniwersytecie Princeton z tematyki Przedsiębiorstw High-Tech oraz Inżynierii Elektrycznej. Doradca do spraw finansów i przedsiębiorczości na Uniwersytecie w NASA. Pierwszy Amerykanin, który pobił Rekord Guinnessa w tango. Zna pięć języków (angielski, niemiecki, hiszpański, chiński i japoński). Mistrz narodowych zawodów z kickboxingu w Chinach. Łucznik konny w Nikko, Japonia. Stypendysta programu Henry’ego Crown’a na Uniwersytecie w Aspen. Badacz dziedziny azylów politycznych. Tancerz stylu breakdance w MTV na Tajwanie. Zawodnik irlandzkiego hokeja na trawie. Wyróżniony za najlepszą autopromocję przez Wired Magazine. … i wiele innych.

Wydaje się dość istotne dodać, iż – wbrew pozorom – Tim nie ma jeszcze sześćdziesięciu lat, i w ogóle mu nie blisko do wieku emerytalnego 😉

Co znajdziecie w książce?

Lekturę można podzielić na trzy części:

  • opis idei NR,
  • wskazówki jak usprawnić swój czas pracy,
  • rady dotyczące otworzenia własnego biznesu (Zdaniem Ferrissa najlepiej zarabia się na byciu ekspertem w wąskiej dziedzinie, w której się specjalizujemy).

Dodatkowo, każdy rozdział książki kończy się tzw. sekcją Q&A (ang. Questions and actions, Pytania i akcje), w której autor pomaga czytelnikowi zidentyfikować własne problemy oraz znaleźć ich rozwiązania. Część naprawdę skuteczna – polecam.

Co więcej, w części dotyczącej otwarcia własnego biznesu możemy znaleźć długie listy firm i źródeł informacji rekomendowanych przez autora.

Minusy?

Z mojego punktu widzenia autor mocno przesadził w następujących kwestiach:

– PASJA – głęboko wierzę w to, że pracę można połączyć z pasją i – w ten sposób zarabiając na życie – być szczęśliwym. Ferriss natomiast zupełnie oddziela od siebie te dwie sfery. Praca to jedno, pasja to drugie.

– OUTSOURCING – jest jak najbardziej ok! Jednak u Ferrissa występuje w tak zintensyfikowanym wydaniu, że nie mogę się z nim zgodzić. Wynająć asystentkę w Indiach do opłacania naszych rachunków? Tak! Zatrudnić firmę zewnętrzną do kupienia prezentu dla naszego dziecka, czy też przeproszenia w naszym imieniu żony? Nie! Dla mnie to stanowcza przesada, szczególnie gdy autor opisuje, że firma kupiła żonie kwiatki w jego imieniu, na co on sam by nie wpadł nie uznając sytuacji za aż tak dramatyczną. Muszę jednak przyznać, że lektura Ferrissa utwierdziła mnie, że mój nawyk robienia wszystkich, nawet spożywczych zakupów online jest całkiem korzystny. Zastanawiam się co jeszcze jestem gotowa zlecić do wykonania innym. Do dziś kołacze się po mojej głowie wątpliwość: Czy aby Ferriss napisał tę książkę? A może zlecił jej napisanie komuś innemu?

– NETWORKING I ELEMENT „FACE TO FACE” – autor udziela wskazówek by jak najkrócej rozmawiać przez telefon ze współpracownikami, a najlepiej by kontaktować się ze wszystkimi jedynie przez pocztę elektroniczną. Zdaniem Ferrissa wszystkie spotkania są zbędne i z założenia powinniśmy stawać okoniem przed każdym zaproszeniem do dyskusji. W pracy nie ma miejsca na rozmowy w stylu „Co słychać”. Tim, przepraszam Cię, ale i w tym miejscu mocno się z Tobą nie zgodzę. Za bardzo lubię pracę z ludźmi, a jeszcze bardziej doceniam efektywność, która wzrasta dzięki zachowaniu dobrych relacji i poznaniu ludzi, z którymi się pracuje.

– CZYTANIE – czytanie książek to strata czasu. Jedyna dopuszczalna lektura przez Ferrissa to pozycja z gatunku fantasy czytana do poduszki. O nie! Czytanie rozwija, poszerza horyzonty, ćwiczy naszą wyobraźnię, słownictwo…. Tyle ma plusów, że gotowam kopnąć Ferrissa w kostkę za tę radę 😉

Cenne inspiracje?

Znalazłam w lekturze wiele cennych wskazówek. Oto niektóre z nich:

– Wszystko co masz zrobić danego dnia, zrób przed godziną 11.

– Rób listę rzeczy do zrobienia i…. listę rzeczy, których się od Ciebie oczekuje, ale nie masz zamiaru poświęcić na nie czasu.

– Przejdź na dietę nisko-informacyjną – nie oglądaj telewizji, nie czytaj gazet i Internetu. Pytaj znajomych co słychać w świecie a oni z pewnością streszczą Ci najważniejsze wydarzenia. Muszę przyznać, że odkąd nie oglądam telewizji (będzie około 10 lat) moje życie domowe zyskało nową jakość. Gazety jednak czytam. Jestem uzależniona od zapachu świeżej prasy przy niedzielnej kawie a przesiadywanie w kawiarniach to mój weekendowy nawyk. Internet? Hmm, chyba muszę jeszcze nad tym popracować 😉

– Pozbądź się kłopotliwych klientów – po prostu, szkoda czasu i energii. Skupiając się na klientach bezproblemowych zyskamy o wiele więcej.

– Stawiaj sobie TYLKO NIEREALNE CELE – tak! Cel ma zawsze wydawać się nierealny. W innym wypadku nie wykorzystamy całego swojego potencjału.

– Gdybyś dzisiaj mógł pracować tylko przez godzinę, którymi zadaniami byś się zajął i w jaki sposób?

– …. Wiele innych wskazówek, których jednak nie przytoczę, ponieważ nie o streszczenie książki tu chodzi 😉

Czy polecam?

Stanowczo tak! Książka Ferrissa zmieni Wasze myślenie na temat pracy i życia. Zabierze Was w inny wymiar rzeczywistości. Niezależnie od tego czy pracujecie w korporacji, czy prowadzicie swoje biznesy, znajdziecie w niej multum praktycznych wskazówek i jeszcze więcej przykładów dotyczących sprawniejszego wykorzystania swojego czasu. Ferriss „nie owija w bawełnę”, o wielu sprawach pisze wprost, ułatwiając w ten sposób konfrontację czytelnika z opisywanym problemem. Książka jest też dobrym źródłem informacji na temat firm outsourcingowych na świecie oraz wszelakich inicjatyw skupiających się na zwiększaniu efektywności.

Kto bardziej potrzebuje tego typu wskazówek, niż my: Kierownicy Projektów żonglujący zazwyczaj kilkoma projektami naraz? 🙂

Nie masz czasu? Słuchaj audiobooków!

Ostatnio moje życie uległo wielkiemu zawirowaniu z bardzo niewielkiego, drobniutkiego powiedziałabym (a jednocześnie przesłodkiego) powodu, jakim jest Moja Mała Córeczka, która przyszła na świat w kwietniu tego roku. Od kwietnia pojęcie „doby” nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia.

 audiobook

Moją „dobę” określiłabym jako przestrzeń czasową, którą wyznaczają następujące stałe elementy (kolejność przypadkowa):

– co najmniej dwa spacery z Maluszkiem jeśli tylko pogoda pozwala,

– wieczorne kąpanie Dzidziusia,

– nastawienie prania,

– wykonanie porcji prasowania,

– ugotowanie obiadu,

– ogarnięcie mieszkania,

– zmianę pieluszki Maluszka – tak co najmniej z dziewięć razy na dobę,

– poranny jogging plus 30-minutowa porcja ćwiczeń,

– wieczorny relaks z partnerem na kanapie,

– wiele innych drobnych zajęć, które możecie sobie z łatwością wyobrazić.

Niby jedna doba do drugiej niemiłosiernie podobna, a mimo tego czas mija nieubłaganie. Człowiek ma wrażenie, że dopiero co wstał z łóżka, a tu już nadchodzi pora wieczornej kąpieli Maluszka.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy doba w moim domu ulegała licznym procesom usprawniającym. Ba! Ulega nadal! Jest to proces ciągły i mam wrażenie, że nieprzerwany tak jak nieprzerwanie zmieniają się wymagania rozwijającego się Człowieka.

Kilku znajomych zapytało mnie czy doświadczenie w zarządzaniu projektami pomaga mi szczególnie teraz w organizacji dnia. Z pewnością stosuję umiejętność wykonywania wielu zadań jednocześnie (tzw. multitasking). Co do ścisłego zarządzania projektami, chyba tym razem mam do czynienia z projektem Agile’owym na bardzo wysokim poziomie. Przy takim Maluszku nigdy nie wiadomo kiedy zacznie się poranek, ile potrwa drzemka, czy też kiedy noc zamieni się w dzień. Również wymagania Dzidziusia zmieniają się w każdej chwili. W ten sposób mój plan doby to lista czynności, w której kolejność i długość wykonywania poszczególnych zadań przybiera najbardziej elastyczną wersję z możliwych 😉

Nie piszę tego postu po to by Wam się wyżalić ile to obowiązków na mnie spadło. Wręcz przeciwnie! Mała Istotka jest źródłem nowej energii, dodaje mi mnóstwa sił i motywuje do działania. No właśnie, motywuje mnie do działania, do rozwoju, do samoulepszania… (oczywiście nie mówię tu o usprawnieniach typu: minimalizacja czasu przewijania jednej pieluszki 😉 )

Idąc za ciosem usprawnień i wielozadaniowości, przy jednoczesnej chęci do dalszego rozwoju, postanowiłam słuchać audiobooków. W końcu spaceruję dwa razy po dwie godziny dziennie. To już spory kawałek czasu, w którym można zrobić coś pożytecznego oprócz dostarczenia swojemu organizmowi konkretnej dawki ruchu oraz dotlenienia Maluszka i siebie.

Audiobooki sprawdziły się na całej linii. Obecnie słucham świetnej książki: The 4-Hour Workweek Timothy’ego Ferriss’a. Książka dostępna jest również w języku polskim. Ja wybrałam wersję w oryginale. Dzięki temu zrekompensuję sobie tymczasowy brak kontaktu z biznesowym angielskim w pracy. Żeby było ciekawiej w obliczu mojej obecnej sytuacji życiowej, lektura zawiera całe gros pomysłów jak zwiększyć swoją efektywność. Zdaje się, że w najbliższej przyszłości będę miała wiele okazji do wdrażania jej zaleceń 😉

W swojej książce Timothy Ferris opisuje nowatorski styl życia, podważa powszechne a nielogiczne status quo dnia codziennego. Spod jego pióra aż kipi pomysłami na usprawnienie tygodnia pracy tak, by skrócić go do czterech godzin. Książka Ferrisa to przepis na to jak zminimalizować czas, który poświęcamy na pracę jednocześnie maksymalizując czas, w którym realizujemy swoje marzenia i czerpiemy pełnymi garściami z życia. Już niedługo na moim blogu pojawi się obszerniejsza recenzja tej pozycji.

Tymczasem gorąco zachęcam Was do korzystania z audiobooków!