Jak zdać certyfikat PMP®? Część 1

Nareszcie udało mi się zebrać do tak długo wyczekiwanego przez Was artykułu na temat certyfikatu PMP. Temat jest dość obszerny, a ja chciałabym go zgłębić, więc artykuł ukaże się w trzech kolejnych odsłonach:

Część 1. Jak zapisać się na PMP®?

Część 2. Jak przebiega egzamin PMP®?

Część 3. Jak się do niego przygotować?

Zapraszam do lektury części pierwszej.

Część 1. Jak zapisać się na egzamin certyfikacyjny z PMP®?

 Doc - 15 Jul 2015 13-03

By podejść do egzaminu PMP® trzeba spełnić następujące wymagania:

  • Ukończyć 35-godzinne szkolenie z zarządzania projektami
  • Osoby z wykształceniem średnim – udokumentować minimum 5 lat (60 miesięcy) doświadczenia z zarządzania projektami, z których przynajmniej 7,500 godzin spędziliście w roli lidera projektu
  • Osoby z wykształceniem wyższym (co najmniej poziom licencjata) – udokumentować minimum 3 lata (36 miesięcy) doświadczenia z zarządzania projektami, z których przynajmniej 4,500 godzin spędziliście w roli lidera projektu

Wymóg szkoleniowy

 

Szkolenie może być dostarczone przez tzw. PMI-REP, czyli firmy szkoleniowe posiadające akredytację PMI®, ale nie musi. Można zapisać się na szkolenie do dowolnej firmy oferującej taką usługę. Jeśli ukończyliście studia podyplomowe z zarządzania projektami, to zajęcia stricte dotyczące metodyki project managementu również mogą zaliczać się do edukacji wymaganej przed zapisaniem się na egzamin. Zarejestrować można również naukę w ramach działalności tzw. PMI Community of Practice®, szkolenia wewnętrzne w firmach, czy kursy e-learningowe.

Różnica polega na tym, że szkolenia odbyte u REPów sprawnie przechodzą przez część audytową, tzn. nie są sprawdzane, będąc już zarejestrowanymi w bazie PMI®.

Kryterium szkoleniowe nie ma żadnego ograniczenia czasowego, tzn. mogliście wypracować te 35 godzin nauki kiedykolwiek i w różnych odstępach czasowych. Po prostu łącznie ma wyjść 35 godzin.

Wymóg doświadczenia

Uwaga! Godziny doświadczenia udokumentowane w aplikacji muszą być zdobyte w ciągu ostatnich ośmiu lat (nie dalej) od składania aplikacji.

Natomiast warunek pełnienia roli lidera projektu jest spełniony gdy braliście udział we wszystkich fazach projektu: w fazie inicjacji, planowania, realizacji, monitorowania i kontroli oraz zamknięcia i wykonywaliście w tej fazie konkretne zadania, więcej szczegółów znajdziecie pod tym linkiem.

Nie musieliście przez cały czas pełnić roli kierownika/lidera projektu, ale te obowiązki powinny stanowić co najmniej 80% wymaganego doświadczenia (7,500 godzin z 5 lat, 4,500 godzin z 3 lat).

I jeszcze jedna istotna uwaga: udokumentowane doświadczenie projektowe nie może się nakładać. Tzn. jeśli pracowałeś na projektach zawodowo i wolontariacko, to i tak nie zarejestrujesz wszystkich godzin. Możesz zarejestrować maksimum 8 godzin dziennie. Co więcej, jeśli uczestniczyłeś w dwóch projektach na raz, możesz zarejestrować tylko jeden z nich.

Jeśli jednak chodzi o doświadczenie w zarządzaniu projektem (rola lidera), tutaj może się ono nakładać. Wszystkie godziny liczą się do wymaganego limitu (również te spędzone nad projektami wolontariackimi).

Ogólne doświadczenie projektowe będziemy rejestrować w miesiącach. Doświadczenie w kierowaniu projektami będziemy spisywać w godzinach. Co więcej, trzeba będzie rozpisać je na poszczególne fazy projektowe (co robiliście w fazie inicjacji, planowania, realizacji, monitorowania i kontroli i zamykania projektu).

Dla każdego doświadczenia trzeba podać osobę, która je potwierdzi i kontakt do niej. Powinien to być Wasz przełożony, manager. Zdaje się, że wystarczy adres e-mail.

Uwaga! Jeśli Wasz wniosek znajdzie się w puli aplikacji podlegającej audytowi, będziecie musieli przesłać do PMI® dokumenty potwierdzające zarejestrowaną edukację i doświadczenie. Najlepiej jest więc przygotować taką dokumentację na zaś. Będzie to certyfikat ukończenia kursu, czy pisemne oświadczenie osoby potwierdzającej Wasze doświadczenie projektowe.

Rejestracja i opłaty

Na egzamin rejestrujesz się poprzez stronę pmi.org. Bezpośredni link do strony logowania tutaj.  Trzeba przyznać, że sama aplikacja jest dość skomplikowana. Jeśli jednak przygotujecie sobie wcześniej wyżej wspomniane informacje, powinno pójść gładko. Od momentu rozpoczęcia aplikacji macie 90 dni na jej ukończenie. PMI® będzie Wam o tym regularnie mailowo przypominał. Jak już ukończycie rejestrację Waszego wniosku, organizacja będzie miała 5 dni na jego przegląd i akceptację. Odbędzie się to na zasadzie potwierdzenia kompletności informacji zawartych w aplikacji. Po otrzymaniu mailowego potwierdzenia, że Wasz wniosek pozytywnie przeszedł proces weryfikacyjny, możecie podchodzić do egzaminu w ciągu zbliżającego się roku. Macie zarezerwowane w tej puli trzy podejścia. Teraz przyszedł czas na wniesienie opłaty.

Koszt certyfikatu PMP® to 555 USD dla osoby spoza organizacji PMI® lub 405 USD dla członka PMI®. O tym co daje i ile kosztuje członkostwo w PMI® obiecuję napisać za jakiś czas w oddzielnym wpisie. Opłaty dokonujecie kartą płatniczą online. Podobnie jak w wielu liniach lotniczych, nie musi to być karta kredytowa. Po dokonaniu płatności możecie rejestrować się na egzamin. Chyba, że otrzymacie informację, że Wasz wniosek został wybrany do audytu. Oznacza to, że macie 90 dni na przesłanie materiałów potwierdzających Wasze doświadczenie. Następnie PMI® ma 5-7 dni na weryfikację tej dokumentacji. Jeśli znaleźliście się w puli „szczęściarzy” przechodzących przez audyt, od momentu pozytywnego przejścia przez dodatkową kontrolę możecie zapisywać się na egzamin w ciągu zbliżającego się roku.

Terminy egzaminów

Na egzamin trzeba rejestrować się poprzez stronę www.prometric.com/PMI. Po wypełnieniu niezbędnych informacji pojawi się kalendarz z terminami do wyboru. Egzamin w Polsce zdawać można w dwóch miejscach:

  • W Warszawie, w autoryzowanym centrum edukacyjnym Integral Technologies Sp. Z o.o., na ulicy Waliców 11
  • W Krakowie, w Inifinity, Centrum Testowym Prometric, na Alei 29-go Listopada

W kalendarzu zwykle wyświetla się kilka dostępnych terminów w tygodniu. Można zapisać się od razu lub z kilku tygodniowym wyprzedzeniem. Raczej jest w czym wybierać. Choć ze względu na zmieniający się nieco egzamin od listopada b.r., w październiku może zrobić się nieco tłoczniej.

Termin egzaminu można odpłatnie zmienić lub odwołać:

  • Jeśli zrobicie to wcześniej niż 30 dni przed terminem egzaminu, nie zapłacicie nic.
  • Jeśli zrobicie to z co najmniej 30-dniowym i nie krótszym niż 2 dni wyprzedzeniem, zapłacicie 70 USD.
  • Jeśli zrobicie do z 2-dniowym lub krótszym wyprzedzeniem, stracicie całą kwotę wpisowego.

To tyle na temat samej rejestracji na egzamin. Nie da się ukryć, że zabiera ona trochę czasu. Przede wszystkim radzę by wcześniej przygotować sobie wszystkie informacje potrzebne do aplikacji.

Pozdrawiam Was serdecznie, już teraz zapraszając na część drugą artykułu traktującą o samym egzaminie PMP®.

PMa równowaga w życiu zawodowym i osobistym

Tak dawno nie pisałam, że nie mogę się zdecydować, który temat poruszyćJ Jakiś czas temu otrzymałam prośbę od stałego czytelnika tego bloga by napisać o równowadze między życiem prywatnym a zawodowym. Wydaje mi się, że ten temat przewija się w tekstach na moim blogu, ale rzeczywiście do tej pory nie zaadresowałam tego zagadnienia w oddzielnym artykule. Ostatnio nie pisałam na blogu właśnie ze względu na work-life balance, idealnie będzie więc poruszyć ten temat teraz.

Równowaga a Potrzeby Osobiste

Moje spaczenie project managementowe nakazuje mi zacząć od początku, czyli od wymagań 😉 Z potrzebami w kwestii work-life balance jest różnie. Sama miałam okres, w którym granica między pracą a życiem prywatnym była cienka. Byłam singlem, bez zobowiązań rodzinnych. Bardzo dużo pracowałam, ale też po godzinach pracy wiodłam intensywne życie towarzyskie. Praca nie ograniczała się do pracy na etacie jako PM. Dodatkowo, aktywnie działałam w PMI jako członek Dyrekcji Oddziału Gdańskiego, zarządzałam projektem wolontariackim (o EWC poczytacie tutaj), uczestniczyłam w studiach doktoranckich oaz robiłam podyplomówkę. Do tego dodajcie, że imprezowałam na całego. Weekend zaczynał się w piątek wieczorem i nie wiadomo kiedy robił się poniedziałek rano. Często spędzałam go w gronie znajomych z pracy. W tygodniu obowiązkowy był poranny jogging i odwiedziny w klubie fitness. Sporo też podróżowałam w tym okresie. Miesiąc bez szaleństwa zakupowego w jednej z europejskich stolic był miesiącem straconym. Znajomi, koledzy z pracy mówili, że jestem chodzącym ADHD, wulkanem energii. Piszę to i sama nie wiem w jaki sposób zmieściłam to wszystko w dobie. Tymbardziej, że żadnej z tych rzeczy nie wykonywałam na przysłowiowe „pół-gwizdka”. Bynajmniej tak wtedy mi się wydawało. Dla wielu osób nigdy nie przestawałam pracować. Ja natomiast byłam szczęśliwa. Czułam, że żyję. Taka dysproporcja praca-życie prywatne ze stanowczym naciskiem na praca była na tym etapie mojego życia naturalna. Potrzebna.

To co było dobre dla nas wczoraj, niekoniecznie zadawala nas dzisiaj

Upadek, czyli Równowagi Brak

Z perspektywy czasu widzę, że jeden aspekt poważnie zaniedbałam i przyznaję z bólem serca, że była to moja rodzina. Relacje, które wtedy budowałam też raczej nie należały do najtrwalszych i najwartościowszych, które udało mi się w życiu zbudować. Gdy tylko zmieniłam pracę, szybko okazało się jak obszerna jest czaso-przestrzeń bez tych wszystkich ludzi dookoła mnie. Zmiana pracy wiązała się z miejscem zamieszkania. Przeniosłam się do Warszawy, nadal dużo pracowałam. Nowa praca pochłaniała mnie w 100%. Jednak po pracy zaczęłam zwalniać. Przypomniałam sobie jak cudownie jest obudzić się w sobotę rano wyspaną i mieć przed sobą cały wolny dzień. Podobnie w niedzielę. Jak pięknie było wyjechać na weekend w góry. Porozmawiać z najbliższą rodziną. Nareszcie przeczytać książkę. Zacząć pisać pamiętnik. Do mojego życia zaczęło wkradać się więcej niematerialnych wartości. Zakupy przestały sprawiać tyle przyjemności. Moment przełomowy, to ten w którym przestałam być singlem. Praca zaczęła być coraz większym problemem. Przyzwyczaiłam siebie i wszystkich dookoła, że spędzę w pracy tyle czasu ile potrzeba. Że praca w piątek do 23 jest w moim przypadku jak najbardziej możliwa. Że w tygodniu Erdmańska bez problemu wychodzi z pracy o 2 w nocy jeśli jest taka potrzeba. Jednak gdy okazało się, że ktoś na mnie czeka i zależy mi na tym by wyjść o 17, nie jest to takie łatwe. Co więcej, koledzy, szef szybko przyzwyczaili się, że wychodzę. Ale największy problem miałam z tym ja sama!!! Opuszczając pracę o 17 czułam się winna. Czułam się jak leń, który tego dnia w ogóle nie pracował. Według mojego standardu nie byłam zmęczona pracą. Nie czułam się „spracowana”. Wykonałam jedynie połowę tego co zazwyczaj. To było straszne uczucie. Po racy nie mogłam wyłączyć myślenia o pracy. Przestawić się na tryb człowieka z normalnymi proporcjami życie prywatne-praca, stało się ogromnym wyzwaniem. Co więcej, zaczęłam czuć dokuczliwe wypalenie. Lata intensywnego życia dały o sobie znać. Nagle każdy dzień w pracy wymagał ode mnie wysiłku by się zmotywować. Zrezygnowałam z dodatkowych zajęć by mieć więcej czasu prywatnego. Jednak strasznie to przeżywałam. Wydawało mi się, że wszystkich zawiodłam. Że w świecie zawodowym nawalam na całej linii. Bo jak inaczej może myśleć ktoś, kto wcześniej pracował trzy razy więcej i angażował się w kilka inicjatyw na raz? A więc nastąpiło ostre wyhamowanie. Właściwie powinnam napisać wyjałowienie. Trzeba było się ratować. Zmieniłam pracę. Pomogło, ale tylko w pewnym stopniu.

Nowe Potrzeby = Nowa Równowaga

Dopiero macierzyństwo przyniosło ulgę i ukoiło wypalenie. Pracować skończyłam w ósmym miesiącu ciąży. Po pierwsze, organizm nie zniósł więcej. Po drugie, w szkole rodzenia byłam najbardziej zaawansowaną ciężarówką i jednocześnie jedyną, która jeszcze pracuje. To dało mi do myślenia. Kolejny miesiąc przyzwyczajałam się do tego, że nie dzwoni telefon, że nie odbieram codziennie 100 maili, że nikt mnie nie potrzebuje, o nic nie pyta, nigdzie się nie spieszę, że mam czas by zjeść obiad i przeczytać książkę. Połykałam książki. Wcześniej, przy tak ogromnym zabieganiu, skupienie się nad kartką tekstu było nieosiągalne. Nagle znalazł się czas na regularne rozmowy z rodzicami, rodzeństwem, przyjaciółmi. Z trwogą przypominałam sobie sytuacje, w których dzwonili do mnie a ja biegnąc na kolejne spotkanie w ogóle nie odbierałam, o oddzwanianiu nie wspominając. Wcześniej ciągle musiało się coś dziać. Wszystko musiało mieć konkretny cel i sens. Teraz? Teraz piękne były liście na drzewach, ptaki w parku. Teraz zaczęłam rozpoznawać sąsiadów i poznawać ich bliżej. Zaczęłam smakować życia, nie poprzez jego intensywność, ale poprzez jego sens, poprzez jego barwy, smaki i zapachy, poprzez cudowność natury. Tak! Brzmi pompatycznie, ale właśnie tak zarysowała się w moim wnętrzu ta zmiana.

Jedna rzecz długo się nie zmieniała – poczucie winy. Poczucie winy, że zawiodłam… siebie, współpracowników, ludzi, którzy na mnie liczyli i do tej pory mnie podziwiali. Na szczęście i z tym się uporałam… po długim czasie.

Teraz jestem pełna energii, nowych pomysłów i postanowień, które wynikają z moich doświadczeń. Czy żyłam za szybko? Tak! Żyłam potwornie szybko, bez czasu na głębsze refleksje. Czy tego żałuję? Nigdy w życiu! To był cudowny, beztroski czas. Bardzo chciałabym, żeby taki czas się jeszcze powtórzył… na chwilę.

Czy teraz jest mi źle? Nie 🙂 Teraz jest cudownie. Teraz dotknęłam głębszego sensu swojego życia. Teraz jest satysfakcja i samorealizacja w pełnym zakresie. Na tempo też nie mogę narzekać.

A jaki jest mój obecny work-life balance? Odwrócony do góry nogami w porównaniu do tego poprzedniego. Teraz tempo narzuca moja rodzina. Ona jest najważniejsza. Ale to nie oznacza, że zostałam mamą w pełnym wymiarze godzin i to jest moje jedyne zajęcie. Tak, w pewnym sensie będę nią do końca życia w każdej jego chwili, niezależnie od czynności, które będę aktualnie wykonywać. Jednak życie nauczyło mnie, że najgorsze dla mnie to zabrnąć pod krawędź którejś ze skrajności. Więc aktualnie opiekuję się moim dzieckiem i ta czynność zajmuje mi najwięcej czasu. Dodatkowo, pracuję nad doktoratem, piszę bloga, występuję na konferencjach, prowadzę Strefę PMa na Facebooku, szkolę z zarządzania projektami. Tego czasu na „dodatkowo” zostaje niewiele. Także tempo jest nadal spore. Nie ukrywam, że tęskno mi do zarządzania projektem. Ale wiem, że to jeszcze nie czas. Gdybym wróciła do PMowania, to już na całego. Praca PMa to tak naprawdę bardzo nienormowane godziny pracy, elastyczność i bycie dostępnym czasami 12 godzin dziennie. Na razie nie mogę sobie na to pozwolić. Na razie są inne priorytety. Ale nic nie robić w zakresie rozwoju zawodowego? Porzucić kochane zarządzanie projektami? Nie, tego też bym nie chciała. Wydaje mi się, że znalazłam złoty środek.

„Przepis” na Równowagę

Jednocześnie coraz mocniej uderza we mnie świadomość, że serce już zawsze będzie rozdarte między córcią, która z tęskną miną i łzami w oczach stoi w drzwiach a małą zadrą, żalem i tęsknotą za adrenaliną, za daniem z siebie 200% po to by osiągnąć pozornie niemożliwe i poczuć ten smak spektakularnego sukcesu. Pewnie, można spotkać się gdzieś pośrodku, ale nie da się mieć jednego i drugiego w stopniu maksymalnym.

Są matki, które twierdzą, że jestem wynaturzeniem, bo nie opiekuję się swoim dzieckiem sama przez 100% czasu mimo, że mam takie możliwości. Są kobiety, które twierdzą, że popełniam straszny błąd nie wracając jeszcze do pracy. I wiecie co? Tak już będzie zawsze! Dlatego pisząc o work-life balance, nie udzielam Wam konkretnych wskazówek, nie piszę jak żyć. To Wasze życie, Wasze priorytety i Wasze wartości. Żonglujcie nimi tak, by żyć w zgodzie ze sobą i być szczęśliwym.

IMG_6925

Jak zdobyć doświadczenie w zarządzaniu projektami? A przy tym również: nietuzinkowych przyjaciół, ciekawe znajomości oraz to wspaniałe uczucie, że się zrobiło coś dobrego dla tego świata?

Jakiś czas temu (sprawdziłam kiedy – prawie dwa lata temu!!!) pisałam o inicjatywie English Camp organizowanej przez Project Management Institute Gdańsk Branch. Artykuł znajdziecie tutaj. Nadal nie mam wątpliwości, że warto udzielać się w takich akcjach i z łezką w oku wspominam tamte czasy. Jeszcze cieplej robi się na mym sercu gdy wiem, że ta inicjatywa trwa, rozwija się, przyciąga coraz to nowych ludzi, odkrywa nowe talenty z zarządzania projektami, no a przede wszystkim pomaga kolejnym dzieciom z trójmiejskich domów dziecka i rodzin zastępczych.

Dzisiaj będzie o kolejnej edycji obozu – English Winter Camp 2015. To już 6. raz dzieci pojadą na nieziemskie ferie zimowe, podreperują angielski, posmakują nowych sportów, poznają zupełnie inny kawałek świata. Co więcej, organizacja obozu ewoluowała do tego stopnia, że jest on teraz zarządzany przy pomocy technik Agile, a dokładnie Scrum! Jestem zachwycona! Ale tyle ode mnie. Dzisiejszy artykuł to gościnny wpis Katarzyny Biernatowskiej, która jest członkiem zespołu projektowego tegorocznej zimowej edycji obozu.

Serdecznie zapraszam 🙂

2

Agile i Scrum w nietypowej odsłonie

Wszystko zaczęło się wiosną 2004 roku. Grupa entuzjastów zarządzania projektami zrzeszona
w ramach gdańskiego oddziału Project Management Institute (PMI) spotkała się i postanowiła wykorzystać swoją wiedzę i swoje doświadczenie w sposób niecodzienny. Tak zaczął się English Camp.

Specyfiką projektów społecznych, a takim niewątpliwie jest English Camp, jest ich zmienny charakter. Z tego powodu w trakcie organizacji tego typu przedsięwzięcia niezbędna jest otwartość na zmianę i gotowość do niej. Nieustanna konieczność dostosowywania się do przeobrażającego się środowiska wymaga stosowania takich metod i narzędzi zarządzania projektem, które pozwalają sprawnie reagować na zmianę. Takie możliwości daje Agile i metodyka Scrum.

Scrum to iteracyjna i przyrostowa metodyka prowadzenia projektów, zaliczana do metodyk zwinnych, zgodnych z manifestem Agile.

Czym objawia się jej iteracyjny charakter? Praca zespołu jest organizowana w podziale na pewne przedziały czasowe nazywane sprintami. Po każdej iteracji organizowane jest spotkanie, na którym zespół omawia to, co zostało zrobione i to, co ma być zrobione w kolejnym sprincie. Tego typu spotkania mają na celu podniesienie motywacji członków zespołu, ułatwienie im zrozumienia projektu oraz poznania etapu, w którym znajduje się projekt. Regularne omawianie bieżącej pracy daje możliwość szybkiego i sprawnego reagowania na zmianę i pojawiające się problemy.

Przyrostowość Scruma polega natomiast na realizowaniu projektu etapami. Cały projekt podzielony jest na zadania, a główne cele na podcele. Taki system działania i organizowania pracy ułatwia zarządzanie projektem, monitorowanie efektów pracy zespołu oraz, podobnie jak podział na iteracje, pomaga na bieżąco dostosowywać działania do zmieniających się wymagań projektu. Przyrostowy charakter pracy pozwala skuteczniej zarządzać ryzykiem, którym niewątpliwie obarczony jest każdy projekt. Taki sposób organizacji projektu sprzyja również podtrzymywaniu motywacji, ponieważ zwiększona jest częstotliwość sukcesów.

Dla metodyki Scrum typowe są również role, jakie pełnią poszczególne osoby w projekcie. Na czele przedsięwzięcia stoi Project Manager. Jego głównymi zadaniami jest zaplanowanie projektu, nadzór nad jego realizacją oraz zakończenie go. Kolejną rolą w projekcie jest Product Owner, czyli osoba reprezentująca zleceniodawcę. To właśnie ta osoba wyznacza główne zadania, nad którymi pracować ma zespół. Trzecią istotną rolą jest Scrum Master, którego zadaniem jest zapewnienie zespołowi najlepszych z możliwych warunków pracy. To właśnie ta osoba dostarcza niezbędnych zasobów, usuwa przeszkody i stara się rozwiązywać problemy. Ostatnią częścią projektu jest zespół, którego członkowie realizują zadania dostarczone przez Product Ownera. Jasny i wszystkim znany podział ról minimalizuje ryzyko niedoinformowania oraz konfliktów między osobami zaangażowanymi w projekt, a także wpływa pozytywnie na motywację członków zespołu.

Z tych i wielu innych powodów, których nie sposób wymienić, w trakcie organizacji English Camp wykorzystywane są elementy Agile oraz metodyki Scrum. Cały projekt rozpoczyna się warsztatem prowadzonym przez opiekuna merytorycznego projektu. W trakcie szkolenia wolontariusze poznają podstawy zarządzania projektami oraz dowiadują się w jaki sposób będzie prowadzony English Camp. Tego dnia przestawiane są również osoby pełniące poszczególne role w projekcie oraz omawiane są ich zadania i obowiązki. W trakcie prawie półrocznego projektu wolontariusze pracują w podziale na pięć zespołów, w którym znajduje się zarówno Product Owner, jak i Scrum Master. Osoby te dokładają wszelkich starań, aby pełnić swoje role w taki sposób, jak uczy nas teoria. Podział na zespołu powstał w naturalny sposób, poprzez stworzenie WBS (ang. Work Breakdown Structure, czyli Struktura Podziału Pracy), co jest również charakterystyczne dla metodyk zarządzania projektami.

Wprowadzenie do projektu English Camp elementów Agile i Scrum ma na celu nie tylko polepszenie pracy zespołu wolontariuszy, ale również zapoznanie ich i przybliżenie im idei zarządzania projektami. Wielu z członków zespołów English Camp właśnie w trakcie organizacji tej inicjatywy rozpoczyna swoją karierę w zarządzaniu projektami. Wsparcie i patronat merytoryczny PMI gwarantuje również wymianę myśli i doświadczeń, co przybiera charakter pewnego rodzaju mentoringu.

3

Krótko o projekcie i organizatorze

English Camp to charytatywny program edukacyjno-wychowawczy, organizowany dwa razy w roku. Głównym celem programu jest umożliwienie dzieciom wychowującym się w domach dziecka, rodzinach zastępczych oraz w rodzinach o niskim statusie materialnym uczestnictwa w kursach języka angielskiego. Oprócz tego, obozowicze uczestniczą również w zajęciach wprowadzających do zarządzania projektami, których celem jest wykształcenie umiejętności planowania i dzielenia zadań, współpracy zespołowej oraz determinacji w dążeniu do celu. Przez cały czas trwania obozu, dzieci przygotowują własny projekt. W poprzednich latach były to m.in. pokaz mody oraz budowa robotów, które wzięły udział w specjalnym wyścigu. Dodatkowo, uczestnicy biorą udział w zajęciach artystycznych, sportowych i innych – przygotowanych przez wolontariuszy.

Organizatorem inicjatywy jest gdański oddział Project Management Institute. PMI to wiodąca międzynarodowa organizacja non-profit, zrzeszająca ekspertów i entuzjastów zarządzania projektami. Opracowuje standardy zarządzania projektami, wydaje międzynarodowe certyfikaty kompetencyjne (m.in. PMP), promuje zwiększanie rozpoznawalności Zarządzania Projektami i roli Kierownika Projektów we wszystkich sektorach gospodarki. PMI istnieje od 1969 roku zrzeszając ponad 450 000 członków w 86 krajach. Więcej na www.pmi.org.pl.

Więcej o całym projekcie na:

http://english-camp.pl/ oraz https://www.facebook.com/EnglishSummerWinterCamp

Kontakt

Katarzyna Biernatowska

katarzyna.biernatowska@pmi.org.pl

„Kto czyta, nie błądzi”. Recenzja książki z zarządzania projektami.

Dzisiaj kilka słów o książce, która ostatnio wpadła w moje ręce: Zarządzanie Projektami krok po kroku Mariusza Kapusty.

Ksiazka Mariusza Kapusty photo

Od czasu do czasu lubię zweryfikować swoją wiedzę oraz postępowanie w zarządzaniu projektami i za świetną formę takiej weryfikacji uważam szkolenie, czy lekturę książki na temat project managementu. Często gnam od projektu do projektu, planuję, realizuję, naprawiam… Lubię czasem się zatrzymać i przypomnieć sobie podstawy zarządzania projektami przez pryzmat swoich działań projektowych. Książkę Mariusza Kapusty przeczytałam w jeden wieczór. Przewracając strony tej sympatycznej pozycji, analizowałam w głowie ostatnio zarządzane przeze mnie projekty. Czy któryś element ostatnio w moich projektach ucieka? Zaniedbuję jakieś działania, zarządzając projektem? Mogłabym zrobić coś lepiej? Taka weryfikacja szczególnie ciekawie działa w stosunku do świeżo zakończonych projektów. Jednym słowem dzięki tej książce zrobiłam własne project managementowe lessons learned 😉 Tak, przyznaję, książka mało wymagająca i mówcie co chcecie, ale Kierownik Projektów z wieloletnim doświadczeniem i przekonaniem, że pozjadał wszystkie rozumy to nie ja 🙂 Nikt z nas nie jest doskonały, a raz zaabsorbowana wiedza kilka lat temu ma prawo się ulotnić. Zarządzanie projektami w jednej dziedzinie, czy jednej organizacji wspomaga proces ulatniania. Sprawia, że stawiamy na sprawdzone metody, popadamy w rutynę, nie zastanawiając się nawet, że moglibyśmy zrobić coś jeszcze lepiej. A zatem, naprawdę warto, polecam wszystkim odświeżanie wiedzy co jakiś czas.
No dobrze, czas najwyższy przejść do sedna tego artykułu. Książka Mariusza… Pozwolę sobie nazwać Mariusza po imieniu, bo znam go osobiście. Kilka dobrych lat temu (chyba sześć?) miałam niewątpliwą przyjemność uczestniczyć w jego szkoleniach przygotowujących do PMP i bardzo miło je wspominam. Książka Mariusza jest napisana niezwykle przystępnym językiem, żartobliwie i jednocześnie przejrzyście. Mariusz przedstawia podstawy zarządzania projektami. Jego pozycja to niezbędny przybornik dla początkujących PMów oraz członków zespołów projektowych. Co najbardziej spodobało mi się w książce Mariusza?

– Definicja projektu zgodna ze współczesnymi trendami, czyli wytłumaczenie dlaczego i w jaki sposób projekty robimy kawałek po kawałeczku.

– Czarny Zeszyt – ja to nazywam z angielska Issue Logiem 😉 Niemniej jednak bardzo przystępnie i konsekwentnie przedstawiona koncepcja (nie wspominając o jej przydatności).

– Podejście do ryzyka: ryzyko to zarówno szanse, jak i zagrożenia. Wciąż mamy niską świadomość tego faktu, tymczasem Mariusz wyjaśnia to w bardzo przystępny sposób.

– Kilka niezbędnych słów o metodykach, jednocześnie rozprawiających się z powszechnie panującymi mitami (PMBoKa się nie wdraża!)

– Świetna definicja Sponsora! Tak, to podstawa, a jednak rola Sponsora jest często błędnie interpretowana. Do nieporozumień dochodzi nawet na konferencjach, wśród doświadczonych PMów. Tymczasem Mariusz tu wszystko pięknie wyjaśnia, nawiązując też do roli Klienta.

– Ciekawe i przydatne dla początkujących PMów case studies przewijają się przez wszystkie omawiane etapy projektów.

– Mariusz krótko i zwięźle podsumowuje każdy rozdział książki.

– Bardzo praktyczna formuła do określania celu projektu.

– Rozróżnienie kryteriów sukcesu i celu.

– Podkreślanie znaczenia planu („Plan projektu nie jest najważniejszy. Najistotniejszy jest sam proces pracy nad nim”)

– Propozycja stosowania uniwersalnego podejścia Kaizen.

– Grzechy Sponsorów i PMów.

– Przedstawienie zarządzania projektem krok po kroku w przystępny sposób.

– Polityka, sposób działania dużych organizacji.

– Wiele przykładów z życia wziętych.

Podsumowując, polecam książkę Mariusza. Wydaje mi się szczególnie pomocna osobom, które pracują przy projektach w dużych organizacjach. Świetna dla początkujących PMów w korporacjach – uchroni przed wypaleniem, wesprze w dość brutalnym pierwszym zderzeniu z polityką dużych organizacji.

Co lepiej wybrać? Szkolenie, czy studia podyplomowe z zarządzania projektami?

Chcielibyście poszerzyć swoją wiedzę z zarządzania projektami, a następnie to udokumentować? To niewątpliwie świetna decyzja! A zatem pierwszy krok poczyniony. Kolejnym jest ustalenie w co najlepiej zainwestować swój czas i – nie ukrywajmy, całkiem niemałe – pieniądze. Ten artykuł ma na celu pomóc podsumować wszelkie „za” i „przeciw” w wyborze między studiami podyplomowymi a szkoleniem z zarządzania projektami. Sądząc po pytaniach, które zadajecie mi ostatnio w mailach, to najgorętszy temat tuż przed rozpoczęciem roku akademickiego.

Anna Erdmańska - Warsztat z zarządzania projektami

Anna Erdmańska – Warsztat z zarządzania projektami

Pozwolę sobie zacząć swoją wypowiedź nieco na opak, podkreślając że najważniejszą kompetencją kierownika projektów jest… DOŚWIADCZENIE 🙂 Kierownikiem Projektu bardzo często zostaje się z przypadku. Wśród moich znajomych jest spore grono PMów, którzy wcześniej nawet nie znali definicji takiego zawodu. Kierownikiem Projektu zostali dzięki trzem czynnikom:
• Posiadali odpowiednie kompetencje
• Ich doświadczenie wpisywało się w nową rolę
• Po prostu: byli osobą na odpowiednim miejscu i w odpowiednim czasie.
Mną samą właśnie tak pokierował los, o czym zresztą napisałam tutaj w części Pamiętnik PMa. Dopiero jako Kierownik Projektu zaczęłam intensywnie rozglądać się za sposobami na zgłębienie wiedzy z zarządzania projektami. Okoliczności losu sprawiły, że ponad pięć lat temu, w tym samym przedziale czasowym, miałam okazję uczestniczyć zarówno w studiach podyplomowych na uczelni wyższej, jak i w warsztatach z zarządzania projektami. Poniżej podzielę się z Wami swoim subiektywnym doświadczeniem i omówię te dwie ścieżki pod kątem różnych aspektów.

Zakres i przydatność przekazywanej wiedzy

Zarówno w przypadku studiów podyplomowych, jak i szkoleń, przed zapisaniem się na listę uczestników możecie dokładnie przyjrzeć się planowi zajęć i poruszanym na nich tematom. Możecie zatem podjąć zupełnie świadomą decyzję.

W moim przypadku materiał prezentowany na studiach podyplomowych, w których uczestniczyłam był stanowczo zbyt obszerny. Program studiów obejmował sporo przedmiotów, z którymi zapoznałam się już wcześniej, studiując ekonomię. Mam tu na myśli przedmioty typu: strategia przedsiębiorstwa, rachunkowość i finanse. Przedmioty te oczywiście są powiązane z zarządzaniem projektami. Jednak w rzeczywistości były one prowadzone w oderwaniu od zarządzania projektami. Dla mnie jako absolwentki Wydziału Ekonomicznego, nie wniosły nic nowego. Bardzo dobrze wspominam natomiast przedmioty takie jak:
– Metodyka Zarządzania Projektami – te zajęcia zdominowały pozostałe wykłady pod względem liczby godzin, a dodatkowo zdeklasowały je pod względem przydatności. Świetnie poprowadziło je dwóch praktyków obracających się również w świecie naukowym. Przedmiot ten można właściwie porównać do solidnego szkolenia. Na zajęciach przeszliśmy przez wszystkie aspekty zarządzania projektami w teorii i w praktyce. Zajęcia obfitowały w praktyczne ćwiczenia i pracę w grupach. Na koniec zajęć opracowywaliśmy w grupach projekty, w których przekłuwaliśmy w praktykę całą zdobytą wiedzę. Zbudowaliśmy harmonogram projektu, obliczaliśmy ścieżkę krytyczną, analizowaliśmy zasoby i ryzyka. Dzięki tym zajęciom nie żałowałam nawet przez chwilę, że zdecydowałam się na studia podyplomowe. Była to prawdziwa pigułka wiedzy i praktyki w jednym. Nie zabrakło też motywacji do rozwijania się w zawodzie Project Managera.
– Przywództwo – te zajęcia były wyjątkowo udane głównie dzięki prowadzącemu. Był po prostu genialny! Zrobiliśmy mnóstwo testów psychologicznych, opracowywaliśmy case studies, oglądaliśmy filmy, scenki sytuacyjne dotyczące przywództwa. Spora dawka inspiracji i motywacji dla Kierownika Projektu jako lidera.
– Zajęcia praktyczne z MS Project – kolejne bardzo praktyczne zajęcia w sali komputerowej. Program MS Project znałam wcześniej, jednak dzięki tym zajęciom poznałam o wiele więcej funkcji, skrótów i ogólnie mówiąc – możliwości. Na zajęciach stworzyliśmy harmonogram swojego projektu, dokonaliśmy rozmaitych analiz i zmian, które mogły nastąpić w trakcie realizacji projektu. Można powiedzieć, że oddzielnie zaliczyliśmy szkolenie z MS Project, za które musielibyśmy słono zapłacić.

Jeśli chodzi o szkolenia oferowane przez firmy szkoleniowe, uczestniczyłam w szkoleniu przygotowującym do PMP, w tzw. Akademii PMP. Szkolenie odbywało się w pięciu dwudniowych modułach. Jego zakres obejmował wszystkie obszary zarządzania projektami według standardu PMI. Zajęcia te również obfitowały w ćwiczenia praktyczne, przykłady, pracę w grupach. Prowadzone były przez praktyków zarządzania projektami, Project Managerów z doświadczeniem w co najmniej kilku firmach i kilku różnych branżach. Pod względem tematyki były zbliżone do przedmiotu Metodyka Zarządzania Projektami ze studiów podyplomowych. Obejmowały również takie tematy jak: projekty a strategia, czy przywództwo. W moim przypadku zajęcia te były bardziej praktyczne, skondensowane, w przeciwieństwie do całego wachlarza przedmiotów na studiach podyplomowych. Jedyną przewagą studiów podyplomowych nad szkoleniem były wspomniane zajęcia z MS Project.

Przewaga: szkolenia

Przygotowanie do certyfikacji

Studia podyplomowe, w których uczestniczyłam nie były wyraźnie ukierunkowane w stronę którejś z metodyk. Omawialiśmy różne standardy, podstawowe różnice między nimi. Może trochę bardziej zgłębialiśmy metodykę IPMA. Pamiętam, że zrobiliśmy kilka przykładowych testów egzaminacyjnych na certyfikację IPMY. Wiem jednak, że są studia podyplomowe, które konkretnie przygotowują do wybranej certyfikacji.

Szkolenie, w którym uczestniczyłam kompleksowo przygotowywało do wybranej certyfikacji, a mianowicie do PMP. Ostatni moduł zajęć polegał na omówieniu i przećwiczeniu przykładowych testów egzaminacyjnych. Co więcej, do egzaminu prowadzący nawiązywali na każdych zajęciach omawiając poszczególne obszary zarządzania projektami. Przygotować wszystkich do zdania egzaminu to był podstawowy cel tych 10 dni szkolenia.

Przewaga: szkolenia

Prowadzący

Osobiście zawsze najwięcej wynosiłam z zajęć prowadzonych przez praktyków. Teorię można poznać samemu z książek, filmów, artykułów. Dopiero teoria dobrze przetrawiona przez doświadczonego prowadzącego zyskuje inny wymiar i sens. W przypadku zarządzania projektami, które aplikujemy w każdej dowolnej dziedzinie, doświadczenie jest tym bardziej kluczowe. Tak jak, już wcześniej wspomniałam, na studiach podyplomowych większość zajęć prowadzili ludzie świata nauki, ewentualnie praktycy w przeszłości. Na szczęście te najbardziej praktyczne, dominujące pod względem godzinowym zajęcia z metodyki zarządzania projektami były prowadzone przez praktyków.

Jeśli chodzi o szkolenie, tutaj mieliśmy do czynienia z praktykami, ale przyznam, że od niektórych powiewało nieco zbyt metodycznym podejściem do wyjaśnienia zagadnienia, które objawiało się mało interaktywnymi wykładami w tzw. stylu „ex katedra”. Wymieniając poglądy z uczestnikami, upewniłam się, że takie było nie tylko moje wrażenie. Na szczęście stało się tak jedynie na dwóch modułach prowadzonych przez jedną osobę, zatem przewagę w kategorii prowadzący przypisuję mimo wszystko szkoleniom.

Przewaga: szkolenia

Uczestnicy i networking

Pierwszą i ostatnią różnicą między uczestnikami szkoleń i studiów podyplomowych jest ich liczba. W studiach podyplomowych wzięło udział około 30 osób, w szkoleniu około 7. Wydawałoby się, że kameralny klimat sprzyja nawiązywaniu bardziej wartościowych relacji, jednak to na studiach zawarłam o wiele więcej znajomości, które utrzymuję do dzisiaj. Na uczelni spędziliśmy ze sobą znacznie więcej czasu, pracując w grupach nad różnymi zadaniami.
Mogłabym pokusić się o stwierdzenie, że na moich studiach podyplomowych było więcej „przypadkowych osób”. Miałam wrażenie, że niektórzy uczestnicy po prostu chcieli z czegoś (czegokolwiek) zrobić podyplomówkę, zwiększając swoją atrakcyjność na rynku pracy. Zarządzanie projektami stawało się wtedy modne, więc wybór padał na tę dziedzinę. Na szkoleniu jednak wśród tych 7 osób również trafiła się jedna, która po prostu chciała przekonać się na czym polega zarządzanie projektami. Inny skolei uczestnik przyjął postawę „przysłała mnie tu firma” i skupiał się raczej na bieżącym odpisywaniu na maile, odbieraniu telefonów i ogólnie rzecz biorąc ciężkiej pracy na swoim służbowym laptopie. Nie warto więc generalizować i na siłę kateogryzować uczestników szkoleń i studiów podyplomowych.

Jeśli chodzi o networking, znajomości zawarte na szkoleniu wydawały się być lepiej prosperujące w kontekście potencjalnych korzyści w sferze zawodowej. Tymczasem, patrząc z perspektywy czasu na dalszy rozwój wydarzeń, to relacje ze studiów podyplomowych przetrwały i zaowocowały, zarówno prywatnie, jak i zawodowo.

Przewaga: studia podyplomowe

Twój czas i wkład pracy

Zdecydowanie na korzyść szkoleń. Skondensowanie tej samej wiedzy (bynajmniej najczystszej jej esencji) w dziesięciu dniach zagrało na korzyść w porównaniu do piątkowych, sobotnich i niedzielnych spotkań, co drugi weekend, przez dwa semestry roku akademickiego. Dodajmy tu jeszcze czas poświęcony na napisanie pracy dyplomowej na koniec studiów i sprawa jest jeszcze bardziej oczywista.

Przewaga: szkolenia

Cena

Zdecydowanie na korzyść studiów podyplomowych. W moim przypadku całkowity koszt studiów był trzykrotnie niższy od całkowitego kosztu dziesięciodniowego szkolenia.

Przewaga: studia podyplomowe

Wymagania na rynku pracy

Każdy z nas ma jakiś nawyk, mniej lub bardziej zdrowy i w różnym stopniu uzasadniony logiką. Moim nałogiem jest sprawdzanie ofert pracy dla PMów, w Polsce i zagranicą. Oddaję się mu z pasją, regularnie od około sześciu lat. Nie robię żadnych statystyk ani dokumentacji archiwalnej, ale musicie uwierzyć mi na słowo, że w swej subiektywnej selekcji ogłoszeń pracy trafiłam do tej pory na jedno, które wśród wymagań zawierało skończone studia podyplomowe z zakresu zarządzania projektami. Trudno natomiast znaleźć ogłoszenie poszukujące Kierownika Projektu i nie wspominające o certyfikacie, czy to PMP, czy to PRINCE2, czy o innych nieco mniej popularnych, a węższych w specyfikacji certyfikatach. Moje studia nie przygotowywały tak dobrze do certyfikacji jak szkolenia. Zatem kategorię tę rozstrzygam na korzyść tych drugich.

Przewaga: szkolenia

PODSUMOWANIE:

W moim przypadku szkolenie okazało się być o wiele bardziej korzystne niż studia podyplomowe. Jednak nie chciałabym by to był główny wniosek tego wpisu. Główny wniosek brzmi następująco:

Gdy zapisujecie się na szkolenie lub studia podyplomowe z zarządzania projektami oceńcie sami co już wiecie, a z czego chcecie się doszkolić. Następnie przyjrzyjcie się dokładnie jak wygląda program i zakres materiału. Koniecznie zapytajcie o osoby prowadzące zajęcia ze szczególnym zwróceniem uwagi na ich doświadczenie w zarządzaniu projektami. Im bliższe będzie Waszej branży i Waszych projektów, tym większa szansa na to, że wyjdziecie z zajęć zadowoleni. No i na sam koniec: nie ma nic bardziej efektywnego niż wywiad środowiskowy wśród osób, które uczestniczyły w interesujących Was zajęciach.

Macie już podobne doświadczenia za sobą? Zachęcam do wymiany opinii pod postem.

Pracujesz czterdzieści godzin w tygodniu? Czas to zmienić!

The 4-Hour Workweek Timothy’ego Ferriss’a

Jakiś czas temu (właściwie sprawdziłam, było to dokładnie 1 lipca) obiecałam Wam recenzję książki Timothy’ego Ferrissa pt. Czterogodzinny tydzień pracy. Pisałam już, że lektura ta kipi pomysłami na usprawnienie tygodnia pracy tak, by skrócić go do czterech godzin. Co więcej, w książce znajdziecie przepis na to jak zminimalizować czas, który poświęcamy na pracę, jednocześnie maksymalizując czas, w którym realizujemy swoje marzenia i czerpiemy pełnymi garściami z życia. A więc Moi Drodzy, ta pozycja książkowa zobowiązuje! Jest piękny letni wieczór i nie mogę spędzić go całego nad pisaniem tego artykułu. Do rzeczy!

 The-4-hour-workweek

Jaka jest koncepcja?

Wieść życie, w którym spędzamy jak najmniej czasu na pracę, skupiając się na przyjemnościach, rozwoju i przyjaciołach. W myśl idei pokolenia NEW REACH (w skrócie NR) wykorzystać wszystkie dobra kuli ziemskiej, pracując z dowolnego miejsca na świecie. Nie tracić czasu. Spełniać swoje marzenia. Nie czekać na emeryturę, ale już teraz dysponować porównywalną ilością wolnego czasu. Niemożliwe? Czytajcie dalej 🙂

Kim jest autor?

Wykładowca na Uniwersytecie Princeton z tematyki Przedsiębiorstw High-Tech oraz Inżynierii Elektrycznej. Doradca do spraw finansów i przedsiębiorczości na Uniwersytecie w NASA. Pierwszy Amerykanin, który pobił Rekord Guinnessa w tango. Zna pięć języków (angielski, niemiecki, hiszpański, chiński i japoński). Mistrz narodowych zawodów z kickboxingu w Chinach. Łucznik konny w Nikko, Japonia. Stypendysta programu Henry’ego Crown’a na Uniwersytecie w Aspen. Badacz dziedziny azylów politycznych. Tancerz stylu breakdance w MTV na Tajwanie. Zawodnik irlandzkiego hokeja na trawie. Wyróżniony za najlepszą autopromocję przez Wired Magazine. … i wiele innych.

Wydaje się dość istotne dodać, iż – wbrew pozorom – Tim nie ma jeszcze sześćdziesięciu lat, i w ogóle mu nie blisko do wieku emerytalnego 😉

Co znajdziecie w książce?

Lekturę można podzielić na trzy części:

  • opis idei NR,
  • wskazówki jak usprawnić swój czas pracy,
  • rady dotyczące otworzenia własnego biznesu (Zdaniem Ferrissa najlepiej zarabia się na byciu ekspertem w wąskiej dziedzinie, w której się specjalizujemy).

Dodatkowo, każdy rozdział książki kończy się tzw. sekcją Q&A (ang. Questions and actions, Pytania i akcje), w której autor pomaga czytelnikowi zidentyfikować własne problemy oraz znaleźć ich rozwiązania. Część naprawdę skuteczna – polecam.

Co więcej, w części dotyczącej otwarcia własnego biznesu możemy znaleźć długie listy firm i źródeł informacji rekomendowanych przez autora.

Minusy?

Z mojego punktu widzenia autor mocno przesadził w następujących kwestiach:

– PASJA – głęboko wierzę w to, że pracę można połączyć z pasją i – w ten sposób zarabiając na życie – być szczęśliwym. Ferriss natomiast zupełnie oddziela od siebie te dwie sfery. Praca to jedno, pasja to drugie.

– OUTSOURCING – jest jak najbardziej ok! Jednak u Ferrissa występuje w tak zintensyfikowanym wydaniu, że nie mogę się z nim zgodzić. Wynająć asystentkę w Indiach do opłacania naszych rachunków? Tak! Zatrudnić firmę zewnętrzną do kupienia prezentu dla naszego dziecka, czy też przeproszenia w naszym imieniu żony? Nie! Dla mnie to stanowcza przesada, szczególnie gdy autor opisuje, że firma kupiła żonie kwiatki w jego imieniu, na co on sam by nie wpadł nie uznając sytuacji za aż tak dramatyczną. Muszę jednak przyznać, że lektura Ferrissa utwierdziła mnie, że mój nawyk robienia wszystkich, nawet spożywczych zakupów online jest całkiem korzystny. Zastanawiam się co jeszcze jestem gotowa zlecić do wykonania innym. Do dziś kołacze się po mojej głowie wątpliwość: Czy aby Ferriss napisał tę książkę? A może zlecił jej napisanie komuś innemu?

– NETWORKING I ELEMENT „FACE TO FACE” – autor udziela wskazówek by jak najkrócej rozmawiać przez telefon ze współpracownikami, a najlepiej by kontaktować się ze wszystkimi jedynie przez pocztę elektroniczną. Zdaniem Ferrissa wszystkie spotkania są zbędne i z założenia powinniśmy stawać okoniem przed każdym zaproszeniem do dyskusji. W pracy nie ma miejsca na rozmowy w stylu „Co słychać”. Tim, przepraszam Cię, ale i w tym miejscu mocno się z Tobą nie zgodzę. Za bardzo lubię pracę z ludźmi, a jeszcze bardziej doceniam efektywność, która wzrasta dzięki zachowaniu dobrych relacji i poznaniu ludzi, z którymi się pracuje.

– CZYTANIE – czytanie książek to strata czasu. Jedyna dopuszczalna lektura przez Ferrissa to pozycja z gatunku fantasy czytana do poduszki. O nie! Czytanie rozwija, poszerza horyzonty, ćwiczy naszą wyobraźnię, słownictwo…. Tyle ma plusów, że gotowam kopnąć Ferrissa w kostkę za tę radę 😉

Cenne inspiracje?

Znalazłam w lekturze wiele cennych wskazówek. Oto niektóre z nich:

– Wszystko co masz zrobić danego dnia, zrób przed godziną 11.

– Rób listę rzeczy do zrobienia i…. listę rzeczy, których się od Ciebie oczekuje, ale nie masz zamiaru poświęcić na nie czasu.

– Przejdź na dietę nisko-informacyjną – nie oglądaj telewizji, nie czytaj gazet i Internetu. Pytaj znajomych co słychać w świecie a oni z pewnością streszczą Ci najważniejsze wydarzenia. Muszę przyznać, że odkąd nie oglądam telewizji (będzie około 10 lat) moje życie domowe zyskało nową jakość. Gazety jednak czytam. Jestem uzależniona od zapachu świeżej prasy przy niedzielnej kawie a przesiadywanie w kawiarniach to mój weekendowy nawyk. Internet? Hmm, chyba muszę jeszcze nad tym popracować 😉

– Pozbądź się kłopotliwych klientów – po prostu, szkoda czasu i energii. Skupiając się na klientach bezproblemowych zyskamy o wiele więcej.

– Stawiaj sobie TYLKO NIEREALNE CELE – tak! Cel ma zawsze wydawać się nierealny. W innym wypadku nie wykorzystamy całego swojego potencjału.

– Gdybyś dzisiaj mógł pracować tylko przez godzinę, którymi zadaniami byś się zajął i w jaki sposób?

– …. Wiele innych wskazówek, których jednak nie przytoczę, ponieważ nie o streszczenie książki tu chodzi 😉

Czy polecam?

Stanowczo tak! Książka Ferrissa zmieni Wasze myślenie na temat pracy i życia. Zabierze Was w inny wymiar rzeczywistości. Niezależnie od tego czy pracujecie w korporacji, czy prowadzicie swoje biznesy, znajdziecie w niej multum praktycznych wskazówek i jeszcze więcej przykładów dotyczących sprawniejszego wykorzystania swojego czasu. Ferriss „nie owija w bawełnę”, o wielu sprawach pisze wprost, ułatwiając w ten sposób konfrontację czytelnika z opisywanym problemem. Książka jest też dobrym źródłem informacji na temat firm outsourcingowych na świecie oraz wszelakich inicjatyw skupiających się na zwiększaniu efektywności.

Kto bardziej potrzebuje tego typu wskazówek, niż my: Kierownicy Projektów żonglujący zazwyczaj kilkoma projektami naraz? 🙂

Nie masz czasu? Słuchaj audiobooków!

Ostatnio moje życie uległo wielkiemu zawirowaniu z bardzo niewielkiego, drobniutkiego powiedziałabym (a jednocześnie przesłodkiego) powodu, jakim jest Moja Mała Córeczka, która przyszła na świat w kwietniu tego roku. Od kwietnia pojęcie „doby” nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia.

 audiobook

Moją „dobę” określiłabym jako przestrzeń czasową, którą wyznaczają następujące stałe elementy (kolejność przypadkowa):

– co najmniej dwa spacery z Maluszkiem jeśli tylko pogoda pozwala,

– wieczorne kąpanie Dzidziusia,

– nastawienie prania,

– wykonanie porcji prasowania,

– ugotowanie obiadu,

– ogarnięcie mieszkania,

– zmianę pieluszki Maluszka – tak co najmniej z dziewięć razy na dobę,

– poranny jogging plus 30-minutowa porcja ćwiczeń,

– wieczorny relaks z partnerem na kanapie,

– wiele innych drobnych zajęć, które możecie sobie z łatwością wyobrazić.

Niby jedna doba do drugiej niemiłosiernie podobna, a mimo tego czas mija nieubłaganie. Człowiek ma wrażenie, że dopiero co wstał z łóżka, a tu już nadchodzi pora wieczornej kąpieli Maluszka.

W ciągu ostatnich dwóch miesięcy doba w moim domu ulegała licznym procesom usprawniającym. Ba! Ulega nadal! Jest to proces ciągły i mam wrażenie, że nieprzerwany tak jak nieprzerwanie zmieniają się wymagania rozwijającego się Człowieka.

Kilku znajomych zapytało mnie czy doświadczenie w zarządzaniu projektami pomaga mi szczególnie teraz w organizacji dnia. Z pewnością stosuję umiejętność wykonywania wielu zadań jednocześnie (tzw. multitasking). Co do ścisłego zarządzania projektami, chyba tym razem mam do czynienia z projektem Agile’owym na bardzo wysokim poziomie. Przy takim Maluszku nigdy nie wiadomo kiedy zacznie się poranek, ile potrwa drzemka, czy też kiedy noc zamieni się w dzień. Również wymagania Dzidziusia zmieniają się w każdej chwili. W ten sposób mój plan doby to lista czynności, w której kolejność i długość wykonywania poszczególnych zadań przybiera najbardziej elastyczną wersję z możliwych 😉

Nie piszę tego postu po to by Wam się wyżalić ile to obowiązków na mnie spadło. Wręcz przeciwnie! Mała Istotka jest źródłem nowej energii, dodaje mi mnóstwa sił i motywuje do działania. No właśnie, motywuje mnie do działania, do rozwoju, do samoulepszania… (oczywiście nie mówię tu o usprawnieniach typu: minimalizacja czasu przewijania jednej pieluszki 😉 )

Idąc za ciosem usprawnień i wielozadaniowości, przy jednoczesnej chęci do dalszego rozwoju, postanowiłam słuchać audiobooków. W końcu spaceruję dwa razy po dwie godziny dziennie. To już spory kawałek czasu, w którym można zrobić coś pożytecznego oprócz dostarczenia swojemu organizmowi konkretnej dawki ruchu oraz dotlenienia Maluszka i siebie.

Audiobooki sprawdziły się na całej linii. Obecnie słucham świetnej książki: The 4-Hour Workweek Timothy’ego Ferriss’a. Książka dostępna jest również w języku polskim. Ja wybrałam wersję w oryginale. Dzięki temu zrekompensuję sobie tymczasowy brak kontaktu z biznesowym angielskim w pracy. Żeby było ciekawiej w obliczu mojej obecnej sytuacji życiowej, lektura zawiera całe gros pomysłów jak zwiększyć swoją efektywność. Zdaje się, że w najbliższej przyszłości będę miała wiele okazji do wdrażania jej zaleceń 😉

W swojej książce Timothy Ferris opisuje nowatorski styl życia, podważa powszechne a nielogiczne status quo dnia codziennego. Spod jego pióra aż kipi pomysłami na usprawnienie tygodnia pracy tak, by skrócić go do czterech godzin. Książka Ferrisa to przepis na to jak zminimalizować czas, który poświęcamy na pracę jednocześnie maksymalizując czas, w którym realizujemy swoje marzenia i czerpiemy pełnymi garściami z życia. Już niedługo na moim blogu pojawi się obszerniejsza recenzja tej pozycji.

Tymczasem gorąco zachęcam Was do korzystania z audiobooków!

Co daje certyfikat PRINCE2 Foundation?

Od momentu opublikowania postu pt: Jak zdobyć certyfikat PRINCE2 Foundation (który znajdziecie pod tym linkiem) na moją skrzynkę mailową przyszło sporo pytań. Większość z nich właściwie krążyła wokół jednego zagadnienia: dla kogo jest ten certyfikat? Postaram się dzisiaj pokrótce odpowiedzieć na to pytanie, zaoszczędzając Wam i sobie wymiany kolejnych maili…

PRINCE2 Proces

Certyfikat PRINCE2 Foundation jest potwierdzeniem znajomości tejże metodyki zarządzania projektami. A dokładniej z faktu, że posiadacie PRINCE2 Foundation płyną o Was takie informacje:

  • Posiadacie umiejętność zarządzania projektem prowadzonym rozpoznawaną na całym świecie metodyką PRINCE2
  • Posiadacie umiejętność pracy jako członek zespołu projektowego w projekcie prowadzonym metodyką PRINCE2

Oczywiście powyższe nie zgłębia jeszcze tematu. Aby dojść do sedna, powiedzmy sobie w kilku prostych słowach czym w ogóle jest PRINCE2.

Co to jest PRINCE2?

PRINCE2 to metodyka zarządzania projektami, która opisuje poszczególne fazy projektu, role poszczególnych członków zespołu projektowego, ich decyzyjność. PRINCE2 jest jak „instrukcja prowadzenia projektu”. Będąc PMem, możesz wziąć ją do ręki i przejść przez swój projekt krok po kroku. „Instrukcja” podpowie Ci o co masz zadbać w projekcie na każdym jego etapie, jakie stworzyć dokumenty, kogo zaangażować, od kogo uzyskać akceptację kolejnych kroków. PRINCE2 powie Ci co jest najważniejszym celem Twojego projektu i kiedy projekt, którym zarządzasz traci sens. PRINCE2 to inaczej instrukcja zarządzania projektem, którą możesz zaaplikować do dowolnego projektu, nad którym pracujesz.

Jesteś posiadaczem certyfikatu PRINCE2, co to między innymi oznacza?

  • Jako członek zespołu projektowego skupiasz się nad osiągnięciem celu biznesowego projektu. W PRINCE2 tzw. business case czyli uzasadnienie/cel biznesowy to rzecz święta. Wszystkie działania projektowe mają na celu osiągnięcie wymagań biznesowych. Kiedy te ostatnie się dezaktualizują, nie przynoszą już korzyści organizacji, nie pasując np. do nowej strategii, projekt należy zatrzymać.
  • Znasz budowę organizacji projektowej, wiesz jakie można wyróżnić w tej organizacji role, a co najważniejsze wiesz za co poszczególne role są odpowiedzialne.
  • Orientujesz się na jakim etapie projektu są podejmowane decyzje i przez kogo.
  • Znasz fazy projektu i produkty, które muszą powstać w poszczególnych fazach.
  • Porozumiewasz się jednym językiem, wspólnym dla całego zespołu projektowego.
  • Rozumiesz do czego dążycie jako zespół.
  • Wiesz co dzieje się w przypadku zmiany zakresu projektu.
  • Wiesz do kogo zwrócić się w przypadku problemu z przypisanym do Ciebie zadaniem.
  • Nie dziwi Cię sposób, w jaki podejmowane są decyzje w projekcie.
  • Jesteś w stanie aktywnie uczestniczyć w spotkaniach projektowych.
  • Wiesz czego spodziewać się po Kierowniku Projektu i czego od niego oczekiwać.
  • Zdajesz sobie sprawę z tego kiedy projekt, nad którym pracuje Twój zespół może być wstrzymany.
  • Potrafisz tworzyć wsad do dokumentacji projektowej. Rozumiesz potrzebę tworzenia takiej dokumentacji, rozumiesz jej zawartość.
  • Wiesz co to jest ryzyko projektowe. Jesteś w stanie zidentyfikować ryzyko dotyczące Twojego projektu, czy przypisanych Ci zadań. Rozumiesz jakie kroki należy podjąć by zacząć zarządzać tym ryzykiem.
  • I wiele innych…

Powyżej wymieniłam zaledwie kilka przykładów, które przyszły mi do głowy. Mam nadzieję, że to pomogło rozjaśnić wyobrażenie na temat zakresu wiedzy jaką niesie ze sobą metodyka PRINCE2.

Komu zatem może przydać się certyfikat PRINCE2 Foundation?

Jestem zwolenniczką gromadzenia wiedzy, nie papierków czy trofeów na ścianie biura. Zakładam więc, że tak naprawdę mówimy tutaj o tym komu przyda się znajomość metodyki zarządzania projektami PRINCE2, nie o tym komu przyda się sam przysłowiowy „papierek”.

Jeśli interesuje Was zarządzanie projektami, myślicie o karierze Project Managera – znajomość PRINCE2 bez wątpienia jest krokiem milowym na drodze do Waszego zawodowego celu.

Metodykę tę warto również znać gdy jest się członkiem zespołu projektowego. Jeśli zatem myślicie o roli analityka biznesowego, specjalisty, chcecie zajmować się ryzykiem w organizacji, pracować blisko projektów – metodykę PRINCE2 z pewnością warto znać.

Jeśli mamy już mówić o względach czysto pragmatycznych, z których wynika udokumentowanie wiedzy certyfikatem, dodam też, że w Polsce metodyka PRINCE2 jest najczęściej stosowana przez organizacje publiczne oraz przedsiębiorstwa państwowe (np. branża energetyczna). Co do dużych korporacji, PRINCE2 stosuje się zamiennie ze standardami PMI. W korporacjach wywodzących się ze Stanów Zjednoczonych króluje PMI, w tych pochodzących z Wielkiej Brytanii, Irlandii czy Australii – zauważalna jest przewaga PRINCE2. Na polskim rynku pracy certyfikat PRINCE2 najczęściej wymagany jest od Kierowników Projektów, Specjalistów w Biurach Projektowych, Koordynatorów Projektów. Bardzo często wymagana jest znajomość jednego z certyfikatów: omawianego tu PRINCE2 lub PMP (Project Management Professional) akredytowanym przez Project Management Institute. Nie chciałabym się tutaj rozpisywać na temat różnicy między tymi certyfikatami. O certyfikacie PMP napiszę pewnie jeszcze niejeden post, ponieważ jest to zagadnienie, o które równie często pytacie. Przy tej okazji wszystkich, którym nie zdążyłam odpisać na maila w sprawie PMP z góry przepraszam. Postaram się odpowiedzieć zbiorczo, w kilku artykułach na blogu.

I jeszcze jedno, bardzo ważne…

Kilka osób napisało do mnie, że zdały egzamin na PRINCE2 Foundation. Wszystkim serdecznie gratuluję! Niezmiernie cieszę się, że ten blog mógł przyczynić się do Waszych sukcesów!

Ciekawe kto jeszcze podejmie się wyzwania pt. PRINCE2 Foundation po tym wpisie?

Nigdy, ale to nigdy się nie poddawaj!

Podziękowania dla Was oraz z doświadczeń własnych dotyczących tego bloga słów kilka.

Dzisiaj będzie trochę prywaty. Gdy zaczęłam pisać tego bloga miałam jasną wizję i sporo zapału. Mimo rosnącej liczby wejść na stronę, z czasem zaczęłam zastanawiać się czy aby na pewno stanowi on wartość dodaną dla kogokolwiek. Naszły mnie wątpliwości w kwestii obranego kierunku pisania. Czy pisanie o project managemencie z punktu widzenia własnego doświadczenia to na pewno dobra droga?

Co do tego, że pisanie bloga o zarządzaniu projektami stanowi ogromną wartość dla mnie samej nie mam wątpliwości. Project Management to moja pasja. Dużo czytam na ten temat, uczestniczę w konferencjach, piszę artykuły, udzielam się wolontariacko, prowadzę warsztaty…  Zawodowo prowadzę projekty. Pisanie to dla mnie kolejna forma rozwijania tej pasji. A jak jeszcze dodam do tego wszelkie dobrodziejstwa płynące z samej czynności pisania, to nie mam żadnych wątpliwości. Nie da się też ukryć, że pisać bardzo lubię 🙂

Bardziej gnębiło mnie pytanie czy aby na pewno ten blog daje coś innym.

I w tym momencie chciałabym Wam wszystkim serdecznie podziękować za maile, które do mnie wysyłacie z pytaniami, za wszystkie ciepłe słowa i wsparcie. Jakoś tak się stało, że właśnie pod koniec roku dotarło do mnie wiele pozytywnych opinii na temat mojej twórczości na zarzadzam-projektami.pl Dało mi to niesamowitą dawkę motywacji by nie przestawać w pisaniu. A, że opinie spłynęły z wielu różnych źródeł (zaskoczyliście mnie niesamowicie, nie da się ukryć), tym bardziej silniejszy jest bodziec. Dziękuję Wam jeszcze raz! Jednocześnie przyznam, że w myślach uprawiam właśnie swoistego rodzaju samobiczowanie pt: „Naprawdę musieli inni powiedzieć Ci, że warto? Gdzie jest Twoja zdolność do motywacji samej siebie? Gdzie silne przekonanie sprzed roku, że chcesz pisać bloga?”

Jak widać każdemu z nas zdarzają się upadki i chwile słabości. W moim zwątpieniu pomogliście mi właśnie Wy, za co jeszcze raz bardzo dziękuję!

A teraz mały prezent ode mnie – kilka przykładów mocno świadczących o tym, że warto być wytrwałym w dążeniu do celu, niezależnie od tego jaki on jest.

Gdy tylko macie wrażenie, że nic Wam nie wychodzi. Kiedy bijecie głową w mur. Gdy w Waszym zespole projektowym zapada uczucie rezygnacji. Kiedy nie widać światełka w tunelu.
Zanim się poddacie zapoznaj się z faktami:

– Howard Schulz spotkał się z 242 ludźmi gdy zbierał fundusze na otwarcie Sturbucksa i został odrzucony przez 217 ze swoich rozmówców.

– Walt Disney 300 razy nie otrzymał pożyczki na budowę pierwszego Disneylandu.

– Colonel Sanders odwiedził 1000 restauracji zanim kupiono jego przepis na kurczaka obecnie przyrządzanego w KFC.

– Paul McCartney odniósł porażkę w przesłuchaniu do chóru katedry w Liverpool.

– Elvis Presley został wyrzucony z pracy po swoim pierwszym występie.

A zatem…. WARTO PRÓBOWAĆ DALEJ? 🙂

Przykłady zapożyczyłam z książki Sahar Hashemi, o której piszę na blogu tutaj. Bardzo przypadły mi do gustu i wydaje mi się, że warto je zapamiętać. Możemy motywować nimi samych siebie, jak i członków naszego zespołu.

20130419685

Cała ta motywacja to trochę jak chodzenie po górach. Kto uwielbia wspinać się na strome szczyty, rozkoszować się smakiem spełnienia ścierając krople potu z czoła i rozmasowując zakwasy każdego mięśnia na ciele, a jeszcze bardziej cieszy się, że to nie koniec wyzwania i teraz trzeba będzie zejść z tej „górki” – ten doskonale wie o czym mówię:) Bo w tym wszystkim najprzyjemniejsza jest właśnie droga do celu.

Owocnego spełniania Waszych planów! Nie poddawajcie się!

Jak zdać certyfikat Professional Scrum Master I?

Miałam przyjemność podejść do tego certyfikatu w zeszłym roku. Poniżej przedstawiam Wam osiem kroków, które należy podjąć by zdać PSM I.

Certyfikat Proffessional Scrum Master I Anna Erdmańska

Certyfikat Professional Scrum Master I
Anna Erdmańska

Professional Scrum Master I potwierdza znajomość podstawowych zasad zarządzania projektami przy pomocy metodyki Scrum. Posiadanie takiego certyfikatu oznacza, że wiecie jakie role wyróżnia się w zespołach scrumowych, jakie wydarzenia i artefakty rządzą wspomnianą metodyką. Do egzaminu PSM I może podejść każdy, niezależnie od doświadczenia i wcześniej odbytych kursów.

Źródłem wiedzy do egzaminu certyfikującego jest przewodnik po Scrumie, tzw. Scrum Guide. Jest to niezbyt obszerny (kilkanaście stron) zbiór podstawowych zasad, którymi należy kierować się zarządzając projektem przy pomocy tejże metodyki. Jeśli ktoś interesuje się metodyką Agile, zgłębienie metodyki Scrum nazwałabym pierwszym małym krokiem w stronę bogatego świata metodyk zwinnych.

Certyfikat PSM I jest stosunkowo łatwo dostępny: nietrudno go zdać w krótkim czasie i nie jest drogi. Każdemu kto zaczyna karierę w project managemencie, chce udokumentować swoje zainteresowania w CV, a szczególnie planuje stać się członkiem zespołu scrumowego, serdecznie polecam ten certyfikat.

Ja zdawałam go poprzez organizację Scrum.org. Nie przechodziłam żadnych dedykowanych szkoleń. O scrumie nasłuchałam się wcześniej na licznych konferencjach, poczytałam sporo tu i tam ze względu na zainteresowanie zarządzaniem projektami, a także przetestowałam podejście scrumowe w jednym z prowadzonych dotychczas metodyką tradycyjną projektów. Certyfikat zdałam za pierwszym razem i mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że przygotowania zajęły mi jeden dzień (wliczając oczekiwanie na kod aktywacyjny).

Oto 8 kroków, w których możecie zdać ten certyfikat:

  1. Zapoznajemy się ze Scrum Guide
  2. Rejestrujemy się na stronie
  3. Wnosimy opłatę za egzamin
  4. Otrzymujemy drogą mailową kod aktywacyjny
  5. Powtarzamy Scrum Guide
  6. Podchodzimy do testów próbnych
  7. Podchodzimy do egzaminu
  8. Otrzymujemy drogą mailową certyfikat potwierdzający pozytywne zdanie egzaminu

A teraz kilka komentarzy do powyższych kroków:

Ad 1

Scrum Guide dostępny jest zarówno w języku polskim, jak i angielskim. Odnośniki do dokumentów znajdziecie na stronie Scrum.org pod tym linkiem. Zapewniam Was, że lektura dokumentu nie potrwa długo. Postudiujcie sobie na spokojnie i następnie przejdźcie do kolejnego kroku.

Ad 2, 3, 4

Rejestracji dokonujemy pod tym linkiem. Wnosimy opłatę 100$ za pomocą karty kredytowej i wciągu jednego dnia roboczego otrzymujemy hasło, które umożliwi nam podejście do egzaminu online.

Ad 6

Koniecznie podejdźcie do testów próbnych! Przydają się, ponieważ sprawdzają wiedzę. Dodatkowo dają wyobrażenie o poziomie trudności na egzaminie. Przyznam, że kilka pytań mnie zaskoczyło i rzuciło nieco inne światło na zasady prezentowane w Scrum Guide. Co ważne, bardzo podobne pytania pojawiły się podczas samego egzaminu. Dostęp do próbnego egzaminu uzyskacie ze strony pod tym linkiem (Scrum Open po lewej stronie).

Ad6

Egzamin składa się z 80 pytań testowych i trwa 60 minut. Pytania są wielokrotnego wyboru oraz typu prawda/fałsz. Aby zdać egzamin należy udzielić co najmniej 85% poprawnych odpowiedzi. Egzamin odbywa się w języku angielskim.

Zadbajcie o to byście mogli skupić się przez te 60 minut. Zamknijcie pokój, wyłączcie telefon. Zaplanujcie w jaki sposób zarządzicie czasem podczas egzaminu. Może ustawicie sobie minutnik, który zadzwoni w połowie egzaminu oraz gdy zostanie 15 minut do wygaśnięcia sesji? A może po prostu zapiszecie sobie czas końcowy na kartce, na którą będziecie mogli zerknąć podczas testu? Egzamin nie jest trudny, ale dla tych, na których presja czasu nie wpływa korzystnie, może stanowić pewne wyzwanie.

Ad 7

Uwaga! Mój certyfikat wpadł do spamu w skrzynce mailowej. Napisałam do Scrum.org i przysłali mi go jeszcze raz. Także rekomenduje zajrzeć do skrzynki ze spamem.

Po jakimś czasie od pozytywnie zaliczonego egzaminu będziecie mogli znaleźć swoje nazwisko wśród posiadaczy certyfikatu PSM I z całego świata, zarejestrowanych na stronie pod tym linkiem. Trzeba przyznać, że to akurat miłe wyróżnienie 🙂

Jeśli macie jeszcze pytania, piszcie!

Życzę powodzenia na egzaminie! Jak już zdacie, koniecznie pochwalcie się w komentarzach 🙂

Inspirefulness

Because sharing is caring

Lean Agile Organization Tesis

Just another WordPress.com site

A Girl's Guide to Project Management

Project Management musings for one and all